Wiadomość

Błąd
  • JUser::_load: Unable to load user with id: 72
Z Małopolski - informacje, aktualności, wydarzenia, wiadomości

Nowy Sącz przez epoki – od średniowiecza do współczesności. Taki tytuł nosi wystawa, której wernisaż miał dziś miejsce w sądeckim CIT. Zaprezentowano efekty prac wykopaliskowych wokół Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego przy ul. Pijarskiej 21 w Nowym Sączu oraz zdjęcia autorstwa Roberta Drobysza prezentujące teren przykościelny w takcie prac oraz same, bezcenne dla historii naszego miasta, historyczne pamiątki,  które można było oglądać jedynie w dzień wernisażu. 

O wystawie informowaliśmy: http://portalpolski.pl/malopolskie-14/nowy-sacz-55/niecodzienna-wystawa-w-cit-13897.text.htm

Gości przywitała Małgorzata Pawłowska - Florian, kierownik Centrum Informacji Turystycznej w Nowym Sączu oraz Ludomir Krawiński, prezes Zarządu Sądeckiej Agencji Rozwoju Regionalnego. Siedziba CIT wypełniła się niemalże po brzegi pasjonatami dziejów Nowego Sącza, uczniami z sądeckich szkół oraz wszystkimi, którzy byli ciekawi eksponatów wydobytych w trakcie prac wykopaliskowych i eksploracyjnych w okolicach dzisiejszej parafii ewangelicko - augsburskiej. 

Dyrektor Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu, Robert Ślusarek, wygłosił wystąpienie na temat „Dawnego klasztoru i kościoła Franciszkanów w Nowym Sączu”. Bardzo szczegółowo nakreślił i przybliżył zebranym dzieje klasztoru, który powstał w 1279 roku. Upoważnienie wydał król Wacław II Czeski, który notabene lokował nasze miasto dnia 8 listopada 1292 roku

Klasztor ów zbudowany w czworokąt posiadał wieżę w narożniku południowowschodnim. Przeznaczony był wówczas dla 10 zakonników. Potem oczywiście zwiększała się liczba zakonników go zamieszkujących. Lata 1795 – 1918, czyli lata rozbiorów przyczyniły się do zubożenia życia klasztornego oraz duchowego w ogóle. Po „kasacie józefińskiej”, zapoczątkowanej w 1782 roku w Austrii, czyli zamykaniu klasztorów i kościołów na terenach, gdzie panowali Habsburgowie, zatem i w Galicji, zburzono cały zespół klasztorny, za wyjątkiem kaplicy Przemienienia Pańskiego. Veraicon przeniesiono w 1782 roku do fary, dzisiejszej Bazyliki Św. Małgorzaty. Pozostałe zabudowania i kaplicę zakupili Żydzi. Szybko jednak okazało się, że Talmud nie zezwala starszym braciom w wierze na czerpanie jakichkolwiek korzyści z tego typu budynków. Kaplica wraz z zabudowaniami znów zmieniła właściciela; tym razem okazała się nim być gmina ewangelicka założona dla niemieckich kolonistów, jacy w tamtym okresie napływali w nasze okolice. W kaplicy powstał do 1945 r. kościół wyznania augsburskiego i helweckiego. Zatem lat zaraz powojennych sięgają początki parafii ewangelickiej przy ulicy Pijarskiej 21.

Ksiądz Dariusz Chwastek, proboszcz parafii ewangelicko-augsburskiej, opowiedział zebranym o luteranizmie na ziemi Sądeckiej, jego tradycji i historii - związanej m.in. ze zborem w pobliskich Stadłach oraz krótko nakreślił współczesność. Przybliżył także samą ideę reformacji - w 2017 roku, czyli w zasadzie już niedługo, obchodzone będzie jej 500-lecie, gdyż tyle lat minie od przybicia słynnych 95 tez Marcina Lutra do drzwi kościoła parafialnego w Wittenberdze. Luter wyraził wtedy i upublicznił tym samym swój bunt wobec niegodziwości panujących wówczas w Kościele Rzymskokatolickim. Proboszcz wspomniał oczywiście o ojcu reformacji Lutrze oraz o Janie Łaskim, księdzu katolickim, a potem jedynym polskim działaczu reformacyjnym o znaczeniu na skalę europejską, humaniście, tłumaczu i dyplomacie.

Na podstawie zachowanych ksiąg parafialnych, jeszcze z dwudziestolecia międzywojennego, i czasów II wojny światowej widzimy, że sukcesywnie zmniejsza się ilość wiernych naszej parafii – przyznał ksiądz. Dziś kaplica Przemienienia Pańskiego, dawniej obiekt klasztorny, jest siedzibą parafii ewangelicko-augsburskiej w Nowym Sączu. Dodajmy, że liczy ona zaledwie 44 osoby, jak powiedział jej włodarz.  To bardzo mało, jeśli wziąć pod uwagę dawną dużą ilość Luteran z Sądecczyzny i ich wkład w rozwój regionu. Musiał zostać wspomniany fakt kontrreformacji, działalności szerzonej szczególnie przez ojców Jezuitów, mającej na celu nawrócenie wiernych i ich powrót na łono Kościoła Rzymskokatolickiego. Abstrahując od wszelakich kwestii i przekonań polityczno-światopoglądowych czy religijnych, reformacji zawdzięczamy liczne przekłady Pisma Świętego na języki ojczyste a także rozwój piśmiennictwa i nauki w ogóle. „Protestantyzm wzmógł popyt na wiedzę”, jak pisze Mirosław Harasim, teolog i publicysta, w swej książce pt. „Śladami Reformacji na Pogórzu Karpackim”. [1]

Z szeroko pojętymi badaniami archeologicznymi w obrębie byłego Klasztoru Franciszkanów w Nowym Sączu zapoznał zebranych Bartłomiej Urbański, archeolog z Muzeum Okręgowego.  O swych odkryciach opowiadał także podczas konferencji edukacyjnej zorganizowanej przez Muzeum, Stowarzyszenie Profesjonalnego Samorządu oraz Pedagogiczną Bibliotekę Wojewódzką w Nowym Sączu w kościele przy Pijarskiej.  http://portalpolski.pl/malopolskie-14/nowy-sacz-55/o-kolonistach-niemieckich-w-parafii-ewangelicko-augsburskiej-12484.text.htm

Archeolog podkreślił swoistą pionierskość swej dziedziny w Nowym Sączu i wyraził nadzieję, że będzie się nadal u nas rozwijała, także w kontekście badań na terenie byłego klasztoru OO. Franciszkanów. Można się pokusić o stwierdzenie, iż jesteśmy świadkami wydarzeń niezwykłych, bowiem nie wiadomo, jakie jeszcze skarby przeszłości kryje kościół ewangelicki, dawniej franciszkański klasztor. Eksponaty wydobyte z czeluści podziemi to m.in. fragmenty starych kafli, z charakterystycznym biało-błękitnym deseniem, cybuchy od XIX - wiecznych fajek, XVIII - wieczne fragmenty świeczników, stare monety z XIX i XX wieku, wreszcie nawet okucia trumienne. Są także ślady ludzkiego bytowania, jak np. kości i szczątki. Wszystko to można obejrzeć na zdjęciach Roberta Drobysza.

Prace trwają od 2010 roku. Odkryto pozostałości klasztoru Franciszkanów takie jak: mury, grobowe krypty czy kaplice oraz fragmenty grobowca. - Nawet Bazylika Św. Małgorzaty nie posiada tak starej płyty nagrobnej, która znajdowała się najprawdopodobniej pod podłogą lub na ścianie – dodał archeolog, wskazując na multimedialne zdjęcie jednego ze znalezisk.

Wernisaż jakże optymistycznym akcentem zakończył Robert Drobysz, autor prezentowanych fotografii. – Może liczba znalezionych eksponatów i odkrytych miejsc pozwoli na uruchomienie swoistego centrum archeologicznego – powiedział podsumowując wydarzenie. Byłaby to niekwestionowana atrakcja turystyczna oraz kolejne miejsce rozsławiające Sądecczyznę bogatą w rozliczne zabytki. Taki kompleks byłby z pewnością przyczynkiem do propagowania najodleglejszej historii Nowego Sącza wraz ze wszystkimi tajemnicami, jakie skrywa po dziś dzień, a o czym świadczą prace wykopaliskowe.   

Fotografie można oglądać do 23 września.

Wystawę zorganizowała Sądecka Agencja Rozwoju Regionalnego S.A.

Fot. Monika Turska

Agnieszka Małecka


 

[1] M. Harasim, Śladami Reformacji na Pogórzu Karpackim, Warszawa 2011, s. 126.

Więcej…

Już od dwóch dni w Galerii „Dawna Synagoga” przy ul. Berka Joselewicza w Nowym Sączu można oglądać niezwykłą wystawę pt. „Ślady na papierze, arcydzieła pasteli”. Są obrazy Wyspiańskiego, Wyczółkowskiego, Weissa i Witkiewicza. Ekspozycja to część projektu „Europejski Festiwal Pasteli, Małopolska – VI Międzynarodowe Biennale Pasteli – Nowy Sącz 2013”. Obrazy można oglądać do 1 grudnia 2013 roku.

Wystawa ta jest wyjątkowa, ukazuje dokonania wybranych polskich pastelistów: Stanisława Wyspiańskiego, Leona Wyczółkowskiego, Wojciecha Weissa i Stanisława Ignacego Witkiewicza. Wybór ten podyktowany był oczywiście ich pozycją w rodzimej kulturze oraz ich artystycznymi osiągnięciami w tej technice, ale miał również służyć ukazaniu różnorodności stylowej, formalnej i tematycznej pastelu na przykładzie ich twórczości, w której przejawia się cała finezja i kwintesencja pastelu. Prace zostały wypożyczone z Muzeum Mazowieckiego w Płocku, Muzeum Podlaskiego w Białymstoku, Muzeum Okręgowego w Toruniu, Muzeum Okręgowego w Rzeszowie, Muzeum Miejskiego w Zabrzu, Muzeum Śląskiego w Katowicach, Muzeum Śląska Opolskiego w Opolu, Muzeum Jagiellońskiego Collegium Maius w Krakowie, Fundacji Muzeum Wojciecha Weissa oraz kolekcjonerów prywatnych.

Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu tradycyjnie wraz z MCK „Sokół” bierze udział  w „Biennale Pasteli”, kupując nagrodzone w konkursie prace. W Galerii „Dawna Synagoga” jest okazja do podziwiania obrazów czterech artystów: Leona Wyczółkowskiego, Stanisława Wyspiańskiego, Wojciecha Weissa i Stanisława Ignacego Witkiewicza.

Dodajmy, że Witkacy odwiedził nasze miasto co najmniej pięć razy, zatem wystawy ma w jakimś sensie i nowosądecki wymiar. Na wernisażu Anna Król, kurator wystawy, podkreśliła, że muzea nie będą już wypożyczać obrazów pastelowych, zatem warto wykorzystać nadarzającą się okazję i odwiedzić „Dawną Synagogę”, aby podziwiać piękne dzieła polskiej kultury. Ideą wystawy jest zaprezentowanie osiągnięć polskich artystów tworzących pod koniec XIX i w pierwszej połowie XX w. związanych z Małopolską i Krakowem, dla których ważnym medium malarskim stał się pastel.

Fot. Agra Art.

Agnieszka Małecka

Więcej…

Od nowego roku akademickiego Gliwicka Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości będzie działać pod patronatem Wyższej Szkoły Biznesu - National-Louis University, lidera Konsorcjum Uczelni Futurus. Ta konsolidacja na rynku uczelni wyższych to bardzo dobra informacja dla studentów i pracowników zrzeszonych uczelni, a także dla ich otoczenia społeczno-biznesowego. Oznacza ona wzmocnienie pozycji tych szkół wyższych w skali ogólnopolskiej oraz międzynarodowej.

 Za miesiąc, żacy i pracownicy uczelni w całej Polsce rozpoczną nowy rok akademicki. Dla studentów Gliwickiej Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości oraz prestiżowej Wyższej Szkoły Biznesu – National Louis University oznacza on początek nowego i dobrego okresu w rozwoju obu uczelni. - Gliwicka Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości będzie od tej pory działać pod patronatem jednej z najlepszych uczelni w Polsce czyli WSB-NLU. Będziemy z nią blisko współpracować. GWSP zdecydowało także, że stanie się częścią dużego Konsorcjum Uczelni Futurus. To pierwsza tego typu konsolidacja na Śląsku. To dobre wieści i początek kolejnego etapu rozwoju uczelni  – podkreśla dr inż. Tadeusz Grabowiecki, prof. GWSP, Rektor Gliwickiej Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości, informując o zmianach.

WSB-NLU swój pierwszy rok akademicki zainaugurowała w 1991 roku, a GWSP w 2005 roku. Obie uczelnie posiadają uzupełniającą się ofertę kształcenia, która będzie dostępna na preferencyjnych warunkach dla studentów tych uczelni, obie stawiają na rozwój nowych technologii i kreatywność,
a także są bardzo wysoko oceniane przez pracodawców w rankingach uczelni wyższych. Gliwicka uczelnia będzie także działać w Konsorcjum Uczelni Futurus, w której obecnie zrzeszonych jest 7 uczelni z całej Polski. Konsorcjum stawia na rozwój uczelni w ramach grupy, nowe technologie i innowacje, pozyskiwanie środków unijnych, współpracę z pracodawcami i praktyczność nauczania oraz bardzo silną współpracę międzynarodową.

Rektor WSB-NLU, dr Wiktor Patena, również mówi o korzyściach dla uczelni: - Bliska współpraca GWSP z WSB-NLU uczelnią to umocnienie także naszej pozycji. Swoistego rodzaju fuzja, których coraz więcej obserwuje się na rynku szkół wyższych. To przede wszystkim poszerzenie oferty edukacyjnej, wprowadzenie produktów specjalistycznych w zakresie edukacji i nowych technologii, a także wzmocnienie organizacyjne. Nasze uczelnie będą miały unikatowe propozycje dla studentów z całej Polski i z zagranicy.

Głos na temat zmian właścicielskich zabierają także przedstawiciele Agencji Rozwoju Lokalnego, dotychczasowego założyciela GWSP oraz Konsorcjum Uczelni Futurus. Zgodnie przyznając, że przekazanie praw założycielskich do gliwickiej Uczelni profesjonalistom z WSB-NLU jest świetną decyzją dla dalszego rozwoju obu uczelni i samego Konsorcjum Futurus. Wszystkie instytucje zdecydowały o bliskiej współpracy oraz podjęciu działań nie tylko na rzecz rozwoju własnego, ale także regionów, w których są położone, również w oparciu o środki unijne.

(AM)

 

Więcej…

22 września 2013 roku, (niedziela) na nowosądeckim rynku odbędzie się I Sądecki Jarmark EkoLokalny. Organizatorami imprezy są Stowarzyszenie „Humaneo” oraz Stowarzyszenie „Dla Miasta”.

Celem wydarzenia jest promowanie i wspieranie działań proekologicznych. W programie m.in.: pokaz samochodów hybrydowych, eko warsztaty dla najmłodszych, segregacja odpadów, wymiana ubrań oraz ekologiczne podróżowanie. Zapraszamy firmy, instytucje, stowarzyszenia a nawet osoby prywatne, które mają do zaprezentowania coś ciekawego, a związanego z ekologią. Zgłoszenia należy przesyłać na adres Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. lub Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Informacja telefoniczna pod numerami telefonów 695-223-222 bądź 782-250-507

Więcej…

W Nowym Sączu na zaproszenie Stowarzyszenia „Dla Miasta” przebywała dziennikarka oraz podróżniczka Weronika Diallo. Jest znana z występów m.in. w TVN, TVN 24, TVN METEO czy Superstacji. Weronika Diallo prowadzi popularnego bloga o podróżach i podróżnikach, na którym właśnie od Nowego Sącza zapoczątkowała cykl prezentujący polskie miasta. 

Podczas dwudniowego pobytu w Nowym Sączu, Weronika Diablo odwiedziła m.in. Sądecki Park Etnograficzny, Miasteczko Galicyjskie, sądecka starówkę, okolice Baszty Kowalskiej, Ratusz, Synagogę, w której zapoznała się z trwającą właśnie wystawą  "Dziedzictwo kulturowe św. Kingi".

W napiętym programie znalazł się tez czas na odwiedzenie sądeckich restauratorów - Sądeckie desery serwował Wincenty Żygadło z Cocktail Baru oraz właścicielka Strauss Cafe Teresa Żmuda. Dziennikarka odwiedziła ponadto Beer Faktory, sądecką piwiarnię z ponad 200 rodzajami piwa do wyboru, w której na specjalne zamówienie serwowane były lokalne piwa z Grybowa – mówi prezes Stowarzyszenia dla Miasta, Tomasz Michałowski.

Laserowej rozrywki dostarczył klub Laser Shot, który jest jednym z 10 tego klubów w Polsce, a jedynym w naszym województwie.

Warto zapoznać się z relacjami z pobytu w Nowym Sączu, które są dostępne pod tymi oto linkami:

http://www.komuwdroge.pw/nowy-sacz-historia-kultura-i-sztuka-a-na-deser/

http://www.komuwdroge.pw/w-poszukiwaniu-wiedenskiego-charakteru-nowego-sacza-i-sladow-sw-kingi/

Fot. Stowarzyszenie dla Miasta

(AM)

Więcej…

Bartek Świderski, chłopczyk z Cyganowic koło Starego Sącza, przyszedł na świat z zespołem Fallota – wrodzoną wadą serca powodującą, iż przez płuca płynie mniej krwi, przez co i zarazem mniej tlenu. Jego życie uratował profesor Edward Malec. Niestety, rodzina chłopca wciąż nie może spać spokojnie – by Bartek mógł żyć, konieczna jest kolejna operacja… Ów zabieg został wyceniony na kwotę 29 tysięcy euro. 

Szczęśliwe i bezpieczne dzieciństwo nadal zagrożone…

Cyganowice nieopodal Starego Sącza. Piękny, słoneczny, sierpniowy dzień. Poprad szemrze cichutko, poziom wody jest niewielki, bardzo dawno nie było obfitego deszczu. W rzece widać małego, szczupłego chłopczyka, który w dziecięcym kółku pływackim dziarsko płynie przed siebie, zmierzając w ramiona ukochanej mamy… Bartek Świderski. Rezolutny, radosny malec. Wie, że nie może biegać, grać w piłkę, zanadto wysilać się podczas zabawy, śmiać się zbyt głośno. To mogłoby zaszkodzić jemu wciąż choremu sercu. Chłopiec ma dwoje starszego rodzeństwa: siostrę Karolinę i brata Darka. Oboje trzymają kciuki za zdrowie młodszego braciszka. Bartek ma sześć lat, świetnie wyczucie rytmu, bardzo chciałby w przyszłości tańczyć razem z siostrą. - Czasem buntuje się, szczególnie, gdy patrzy jak bawią się jego koledzy i koleżanki, gdy z tęsknotą spogląda na piłkę, na boisko... Serce go boli, że nie może zostać królem strzelców - opowiada Barbara Bodziony, mama chłopca.
Niedawno okazało się, że życie Bartka wciąż jest zagrożone, bo lewa tętnica płucna nie działa. Rolę łącznika serca z płucem spełnia jedynie poboczne naczynie krwionośne, które nie jest w stanie zastąpić tętnicy.

Parę lat wstecz...

11 lipca 2007 roku w nowosądeckim szpitalu przyszedł na świat Bartek Świderski. Walka o jego życie zaczęła się właśnie w tym momencie. Wykryto u niego zespół Fallota – inaczej tetralogię Fallota – wadę serca charakteryzującą się przesunięciem aorty w prawo, dużym ubytkiem w przegrodzie międzykomorowej, zwężeniem tętnicy płucnej oraz przerostem prawej komory serca. Wszystkie te nieprawidłowości powodują, iż bez specjalistycznego zabiegu i szybkiej pomocy, szanse na przeżycie są niewielkie. W przegrodzie między komorami serca Bartka od urodzenia istniała dziura. Tętnica płucna była znacznie zwężona, co powoduje, że przez płuca płynie mniej krwi, a w niej jest mniej tlenu. W 2008 roku, dzięki zbiórce pieniędzy i staraniom oraz zaangażowaniu Stowarzyszenia „Sursum Corda”, prof. Edward Malec przeprowadził pierwszą operację na sercu półtorarocznego wówczas chłopca i dał nadzieję na dalsze życie. Mama Bartka, Barbara Bodziony, nie kryła wówczas radości i ogromnego wzruszenia. Profesor uratował jej dziecko! - Już zawsze będę wdzięczna losowi, że postawił na mojej drodze Edwarda Malca. To on dał szansę na dalsze życie mojemu Bartkowi. To jednak nie koniec problemów, mały pacjent nadal musi walczyć o życie. - Spodziewaliśmy się, że potrzebna będzie jeszcze jedna operacja, bo profesor uprzedzał o takim scenariuszu, ale nie przypuszczaliśmy, że będzie to tak trudne wyzwanie. Wskazane jest, aby nie czekać długo. Bartkowi grozi zapaść lewego płuca, które jest słabo natlenione. Przyjmuje leki, ale nikt nie wie jak długo będą działać. Polscy lekarze nie dali mojemu synowi szansy na wyleczenie… – podkreśla mama Bartka. Lekarze w klinice w Katowicach stwierdzili, iż wada chłopca jest nieoperacyjna. Mama chłopca nie daje jednak za wygraną i nie będzie spokojnie czekać na śmierć swojego syna! Uderzyła wyżej, do profesora Malca, który już raz uratował życie Bartkowi. Teraz znów potrzebna jest jego pomoc – Będąc w Katowicach pytałam ile czasu zostało mojemu dziecku, ale odpowiedzi nie usłyszałam. Powiedziano mi tylko, że nie ma nadziei na operację. Nie mogłam zgodzić się z bezczynnym czekaniem na to, aż Bartuś nas opuści – dodaje wzruszona.  

Od lat ratuje dzieci

Prof. dr hab. n. med. Edward Malec jest cenionym kardiochirurgiem dziecięcym, który zajmuje się korekcją wrodzonych wad serca naszych milusińskich. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Chirurgów Dziecięcych, Klubu Kardiochirurgów Polskich, European Society for Cardio-Vascular Surgery, Society for Thoracic Surgeons, jako jedyny kardiochirurg z Polski reprezentuje swój kraj w American Association for Thoracic Surgery.

Profesor jest Kawalerem Orderu Uśmiechu oraz Członkiem Honorowym Stowarzyszenia Sursum Corda. Na stronie tegoż Stowarzyszenia przeczytać możemy wzruszające świadectwa szczęśliwych rodziców, których dzieciom pomógł. Malec powołał do życia Stowarzyszenie Cor Infantis, jest uczestnikiem Children's Heart Link, pod jego redakcją powstała książka Dziecko z wadą serca. Poradnik dla rodziców, stanowiąca ogromną pomoc zarówno dla rodziców chorych dzieci oraz dla innych lekarzy. Rozprawę habilitacyjną poświęcił „Badaniom doświadczalnym nad ochroną niedojrzałego mięśnia sercowego w czasie niedokrwienia". Jest też cenionym promotorem przewodów doktorskich. Jeśli uda się zebrać kwotę potrzebną na operację Bartka, po raz drugi zoperuje małego Starosądeczanina, dając mu tym samym nadzieję na szczęśliwe dzieciństwo: bez leków, badań, wizyt w szpitalach, nerwów i nieprzespanych nocy jego bliskich – dzieciństwo takie, jakie powinno mieć każde dziecko.

Pomóżmy razem!

Życie człowieka to cud, który trzeba chronić. Winno stanowić absolutnie najwyższą, uniwersalną zarazem wartość dla każdego z nas. Pomóżmy urzeczywistnić i wcielić w życie marzenia rodziny z Cyganowic. Sprawmy wspólnie, aby Bartek mógł tańczyć i grać w piłkę. Czas ucieka, a zwłoka w przypadku chłopca, będącego cały czas pod opieką Stowarzyszenia „Sursum Corda”, działa na niekorzyść.

Profesor Malec, który operuje w niemieckim Munster, dał nadzieję na piłkę, na taniec i na spokojny sen mamy. Chce podjąć się wyzwania i uratować chłopcu życie. Niedawno z Niemiec przyszła wiadomość, że Bartek został zakwalifikowany do leczenia operacyjnego, a planowane jest ono na drugą połowę tego roku. Koszt operacji i leczenia dziecka wyceniono na 29 tysięcy euro i taką kwotę trzeba wpłacić na konto tamtejszej kliniki uniwersyteckiej. Kwota ta stanowiłaby nie lada przeszkodę dla przeciętego, statystycznego Kowalskiego mającego dochody w wysokości średniej krajowej, a co dopiero dla mamy trójki dzieci! Dlatego pomoc instytucji, firm oraz stowarzyszeń charytatywnych będzie tu nieoceniona.

Nadzieja jest treścią życia…

..bo bez niej trudno byłoby mamie Bartka i jej bliskim cieszyć się każdym dniem. Nie wolno im się teraz poddać. Świadomość konieczności zebrania tak dużej kwoty spędza sen z powiek, ale nie ma rzeczy niemożliwych, jeśli, tak jak poprzednio, znajdą się ludzie dobrej woli, którzy wyrażą chęć pomocy. Od tego zależy życie tego małego, ciekawego świata, wesołego brzdąca, który śmieje się beztrosko, płynąc tym razem do brata i siostry, czekających na niego kilkanaście metrów dalej. Pływać, a w zasadzie chlapać się w niezbyt głębokiej wodzie chłopiec może do woli – to nie stanowi obciążenia dla jego serca, które po operacji z pewnością obdarzy miłością wszystkich tych, którzy wyciągną do niego pomocną dłoń; zupełnie jak teraz on wyciąga swą małą rączkę do siostry Karoliny pomagającej mu wyjść na brzeg…

Stowarzyszenie Sursum Corda uruchomiło specjalne subkonto, na które można wpłacać dowolną kwotę na rzecz Bartka Świderskiego:

Nr konta w Łąckim Banku Spółdzielczym:
26 8805 0009 0018 7596 2000 0080
z dopiskiem/tytułem "Bartek Świderski"

Zatem w górę serca! Bartek czeka na pomoc!  

Fot. Katarzyna Polak

Agnieszka Małecka

Więcej…

Bartek Świderski, chłopczyk z Cyganowic koło Starego Sącza, przyszedł na świat z zespołem Fallota – wrodzoną wadą serca powodującą, iż przez płuca płynie mniej krwi, przez co i zarazem mniej tlenu. Jego życie uratował profesor Edward Malec. Niestety, rodzina chłopca wciąż nie może spać spokojnie – by Bartek mógł żyć, konieczna jest kolejna operacja… Ów zabieg został wyceniony na kwotę 29 tysięcy euro. 

Szczęśliwe i bezpieczne dzieciństwo nadal zagrożone…

Cyganowice nieopodal Starego Sącza. Piękny, słoneczny, sierpniowy dzień. Poprad szemrze cichutko, poziom wody jest niewielki, bardzo dawno nie było obfitego deszczu. W rzece widać małego, szczupłego chłopczyka, który w dziecięcym kółku pływackim dziarsko płynie przed siebie, zmierzając w ramiona ukochanej mamy… Bartek Świderski. Rezolutny, radosny malec. Wie, że nie może biegać, grać w piłkę, zanadto wysilać się podczas zabawy, śmiać się zbyt głośno. To mogłoby zaszkodzić jemu wciąż choremu sercu. Chłopiec ma dwoje starszego rodzeństwa: siostrę Karolinę i brata Darka. Oboje trzymają kciuki za zdrowie młodszego braciszka. Bartek ma sześć lat, świetnie wyczucie rytmu, bardzo chciałby w przyszłości tańczyć razem z siostrą. - Czasem buntuje się, szczególnie, gdy patrzy jak bawią się jego koledzy i koleżanki, gdy z tęsknotą spogląda na piłkę, na boisko... Serce go boli, że nie może zostać królem strzelców - opowiada Barbara Bodziony, mama chłopca.
Niedawno okazało się, że życie Bartka wciąż jest zagrożone, bo lewa tętnica płucna nie działa. Rolę łącznika serca z płucem spełnia jedynie poboczne naczynie krwionośne, które nie jest w stanie zastąpić tętnicy.

Parę lat wstecz...

11 lipca 2007 roku w nowosądeckim szpitalu przyszedł na świat Bartek Świderski. Walka o jego życie zaczęła się właśnie w tym momencie. Wykryto u niego zespół Fallota – inaczej tetralogię Fallota – wadę serca charakteryzującą się przesunięciem aorty w prawo, dużym ubytkiem w przegrodzie międzykomorowej, zwężeniem tętnicy płucnej oraz przerostem prawej komory serca. Wszystkie te nieprawidłowości powodują, iż bez specjalistycznego zabiegu i szybkiej pomocy, szanse na przeżycie są niewielkie. W przegrodzie między komorami serca Bartka od urodzenia istniała dziura. Tętnica płucna była znacznie zwężona, co powoduje, że przez płuca płynie mniej krwi, a w niej jest mniej tlenu. W 2008 roku, dzięki zbiórce pieniędzy i staraniom oraz zaangażowaniu Stowarzyszenia „Sursum Corda”, prof. Edward Malec przeprowadził pierwszą operację na sercu półtorarocznego wówczas chłopca i dał nadzieję na dalsze życie. Mama Bartka, Barbara Bodziony, nie kryła wówczas radości i ogromnego wzruszenia. Profesor uratował jej dziecko! - Już zawsze będę wdzięczna losowi, że postawił na mojej drodze Edwarda Malca. To on dał szansę na dalsze życie mojemu Bartkowi. To jednak nie koniec problemów, mały pacjent nadal musi walczyć o życie. - Spodziewaliśmy się, że potrzebna będzie jeszcze jedna operacja, bo profesor uprzedzał o takim scenariuszu, ale nie przypuszczaliśmy, że będzie to tak trudne wyzwanie. Wskazane jest, aby nie czekać długo. Bartkowi grozi zapaść lewego płuca, które jest słabo natlenione. Przyjmuje leki, ale nikt nie wie jak długo będą działać. Polscy lekarze nie dali mojemu synowi szansy na wyleczenie… – podkreśla mama Bartka. Lekarze w klinice w Katowicach stwierdzili, iż wada chłopca jest nieoperacyjna. Mama chłopca nie daje jednak za wygraną i nie będzie spokojnie czekać na śmierć swojego syna! Uderzyła wyżej, do profesora Malca, który już raz uratował życie Bartkowi. Teraz znów potrzebna jest jego pomoc – Będąc w Katowicach pytałam ile czasu zostało mojemu dziecku, ale odpowiedzi nie usłyszałam. Powiedziano mi tylko, że nie ma nadziei na operację. Nie mogłam zgodzić się z bezczynnym czekaniem na to, aż Bartuś nas opuści – dodaje wzruszona.  

Od lat ratuje dzieci

Prof. dr hab. n. med. Edward Malec jest cenionym kardiochirurgiem dziecięcym, który zajmuje się korekcją wrodzonych wad serca naszych milusińskich. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Chirurgów Dziecięcych, Klubu Kardiochirurgów Polskich, European Society for Cardio-Vascular Surgery, Society for Thoracic Surgeons, jako jedyny kardiochirurg z Polski reprezentuje swój kraj w American Association for Thoracic Surgery.

Profesor jest Kawalerem Orderu Uśmiechu oraz Członkiem Honorowym Stowarzyszenia Sursum Corda. Na stronie tegoż Stowarzyszenia przeczytać możemy wzruszające świadectwa szczęśliwych rodziców, których dzieciom pomógł. Malec powołał do życia Stowarzyszenie Cor Infantis, jest uczestnikiem Children's Heart Link, pod jego redakcją powstała książka Dziecko z wadą serca. Poradnik dla rodziców, stanowiąca ogromną pomoc zarówno dla rodziców chorych dzieci oraz dla innych lekarzy. Rozprawę habilitacyjną poświęcił „Badaniom doświadczalnym nad ochroną niedojrzałego mięśnia sercowego w czasie niedokrwienia". Jest też cenionym promotorem przewodów doktorskich. Jeśli uda się zebrać kwotę potrzebną na operację Bartka, po raz drugi zoperuje małego Starosądeczanina, dając mu tym samym nadzieję na szczęśliwe dzieciństwo: bez leków, badań, wizyt w szpitalach, nerwów i nieprzespanych nocy jego bliskich – dzieciństwo takie, jakie powinno mieć każde dziecko.

Pomóżmy razem!

Życie człowieka to cud, który trzeba chronić. Winno stanowić absolutnie najwyższą, uniwersalną zarazem wartość dla każdego z nas. Pomóżmy urzeczywistnić i wcielić w życie marzenia rodziny z Cyganowic. Sprawmy wspólnie, aby Bartek mógł tańczyć i grać w piłkę. Czas ucieka, a zwłoka w przypadku chłopca, będącego cały czas pod opieką Stowarzyszenia „Sursum Corda”, działa na niekorzyść.

Profesor Malec, który operuje w niemieckim Munster, dał nadzieję na piłkę, na taniec i na spokojny sen mamy. Chce podjąć się wyzwania i uratować chłopcu życie. Niedawno z Niemiec przyszła wiadomość, że Bartek został zakwalifikowany do leczenia operacyjnego, a planowane jest ono na drugą połowę tego roku. Koszt operacji i leczenia dziecka wyceniono na 29 tysięcy euro i taką kwotę trzeba wpłacić na konto tamtejszej kliniki uniwersyteckiej. Kwota ta stanowiłaby nie lada przeszkodę dla przeciętego, statystycznego Kowalskiego mającego dochody w wysokości średniej krajowej, a co dopiero dla mamy trójki dzieci! Dlatego pomoc instytucji, firm oraz stowarzyszeń charytatywnych będzie tu nieoceniona.

Nadzieja jest treścią życia…

..bo bez niej trudno byłoby mamie Bartka i jej bliskim cieszyć się każdym dniem. Nie wolno im się teraz poddać. Świadomość konieczności zebrania tak dużej kwoty spędza sen z powiek, ale nie ma rzeczy niemożliwych, jeśli, tak jak poprzednio, znajdą się ludzie dobrej woli, którzy wyrażą chęć pomocy. Od tego zależy życie tego małego, ciekawego świata, wesołego brzdąca, który śmieje się beztrosko, płynąc tym razem do brata i siostry, czekających na niego kilkanaście metrów dalej. Pływać, a w zasadzie chlapać się w niezbyt głębokiej wodzie chłopiec może do woli – to nie stanowi obciążenia dla jego serca, które po operacji z pewnością obdarzy miłością wszystkich tych, którzy wyciągną do niego pomocną dłoń; zupełnie jak teraz on wyciąga swą małą rączkę do siostry Karoliny pomagającej mu wyjść na brzeg…

Stowarzyszenie Sursum Corda uruchomiło specjalne subkonto, na które można wpłacać dowolną kwotę na rzecz Bartka Świderskiego:

Nr konta w Łąckim Banku Spółdzielczym:
26 8805 0009 0018 7596 2000 0080
z dopiskiem/tytułem "Bartek Świderski"

Zatem w górę serca! Bartek czeka na pomoc!  

Fot. Katarzyna Polak

Agnieszka Małecka


Więcej…

W polskiej tradycji związanej z chrześcijańską obrzędowością i kultem świąt, uroczystość Matki Boskiej Zielnej jest drugim świętem (obok Bożego Ciała) kiedy to święci się polne kwiaty i zioła. Data 15 sierpnia jest znamienna także ze względu na narodowy wymiar  – wszak 15.08. 1920 r. w trakcie Bitwy Warszawskiej polskie wojska pod wodzą Józefa Piłsudskiego, Tadeusza Rozwadowskiego, Józefa Hallera i innych  i odarły atak oraz ich inwazję bolszewików na zachód. Święto Matki Boskie Zielnej to Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny. 15 sierpnia to święto wojskowe (mamy wtedy Święto Wojska Polskiego), państwowe, maryjne oraz kościelne. I właśnie dwóm ostatnim aspektom tego szczególnego dnia poświęćmy kilka poniższych zdań.

Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, inaczej Matki Boskiej Zielnej, to najstarsze święto maryjne. W Kościele Prawosławnym obchodzi się je już od V wieku, w Kościele Rzymskokatolickim natomiast od VII wieku. W 1950 roku Papież Pius XII ustanowił dogmat, stwierdzający,  iż: "Matka Jezusa została z ciałem i duszą wzięta do wiecznej chwały" oraz oznajmił, że dzień ten "jest dniem triumfu Niepokalanej i ukoronowaniem wszystkich Jej godności".

Święto Matki Boskiej Zielnej, tak jak i inne święta, bardzo wyraźnie zaznaczało się w kalendarzu chłopskim i rolniczym. Do dziś w małych miejscowościach, zwłaszcza w Polsce południowo-wschodniej, ale nie tylko, ogromną wagę przywiązuje się do tradycyjnie wyplatanych wianków dożynkowych. W czasie nabożeństwa kapłan święci je, wraz z mnóstwem ziół i kwiatów, przynoszonych przez gospodynie, wypowiadając słowa: Panie, nasz Boże, Ty sprawiasz, że na ziemi rosną trawy, zioła i zboża na pożywienie i lekarstwo dla ludzi i zwierząt. Od Ciebie pochodzi obfitość wody i promieni słońca, aby wszystko, co się zieleni i rozkwita, owocowało, gdy nadejdzie czas zbiorów. Prosimy Cię, pobłogosław przyniesione do Ciebie pierwociny zieleni tego roku, młode pędy zbóż, trawy, zioła i kwiaty. Zachowaj je od suszy, gradu, powodzi i wszelkiej szkody, aby wzrastały, radowały oczy, przynosiły jak najobfitszy plon i mogły służyć zdrowiu ludzi i zwierząt. A gdy będziemy schodzić z tego świata, niech nas, niosących pełne naręcza dobrych czynów, przedstawi Tobie Najświętsza Dziewica Wniebowzięta, najdoskonalszy owoc tej ziemi, abyśmy zasłużyli na przyjęcie do Twojego domu. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

Znany XIX-wieczny polski etnograf, folklorysta i badacz dawnych obyczajów, Oskar Kolberg, tak pisze o owym święcie: „Wniebowzięcie NMP ze wszystkich świąt ku czci Bogarodzicy to uroczystość najdawniejsza, bo sięgająca pierwszych wieków chrześcijaństwa i zawsze solennie obchodzona. Z obchodem tym kościelnym, który rozmaite dawniej nosił nazwy jak: Śmierci, Odpocznienia, Zaśnienia i wreszcie Wniebowzięcia, łączy się w kraju naszym starodawny zwyczaj święcenia ziół polnych, które dziewczęta wiejskie, nazbierawszy dnia poprzedniego, przynoszą do świątyń, aby je kapłan przed wielkim ołtarzem poświęcił”[1]. Matki Boskiej Zielnej obchodzono także niegdyś jako dzień Matki Boskiej Dożynkowej – sierpień to wszak czas żniw i dożynek, kiedy to gospodarze i rolnicy zbierają owoce swej pracy na roli. Obrzędowość polskiego folkloru podkreśla istotę poświęcenia płodów rolnych, aby uświęcone dobra ziemi służyły człowiekowi i zwierzętom oraz aby błogosławieństwo Boże chroniło ludzi a także ich dobytki przed chorobami i nieszczęściami.

Przygotowywano do pokropienia przez księdza takie zioła i kwiaty jak: dziurawiec (uniwersalny lek), wrotycz, rumianek, maki, koniczynę, barwinek, bławatki itd. Do wianków i bukietów dawano także kwiat dziewanny, który,  jak pisze Hanna Szymanderska w swojej książce pt. „Polskie tradycje świąteczne”, był symbolem a zarazem kwiatem poświęconym starosłowiańskiej bogini dziewic, Dziewannie, będącej uosobieniem władzy ducha nad ciałem”.[2] Sacrum dominowało zatem nad profanum.

Po nabożeństwie kościelnym odbywały się huczne dożynki, które dla wszystkich mieszkańców wsi organizowali najczęściej najmajętniejsi gospodarze bądź dziedzic lub sołtys. Na stołach królowały bukiety kwiatów, zbóż, ziół oraz wianki. Staropolskim obyczajem ucztowano i tańczono… W tym dniu bardzo często odbywano pielgrzymki do świętych miejsc katolickiego kultu: do Kalwarii Zebrzydowskiej i na Jasną Górę. Już jutro Matki Boskiej Zielnej - zakończyć wypadałoby wierszem Kazimiery Iłłakowiczówny pt. „Msza maryjna na Matkę Boską Zielną”:

Po co te wiązanki i wianki
z mięty, wrotyczu, rumianku?
Niesiemy je na znak hołdu
Maryi Pannie przed ołtarz.
Hyzop, lawenda, jałowiec?
Wszak to potrzebne w chorobie?
Mamy je. Chcemy dziewanną
ucieszyć Maryję Pannę.
Niechaj to księża poświęcą
dzisiaj, w ten dzień Wniebowzięcia.
A tę pszenicę i jęczmień
czy także mamy poświęcić?
Proso też i mak, i żyto
na coraz większą obfitość.
Na cóż bób i rzodkiew zda się
w niebie, na rajskim popasie?
Maryi z żyta korona,
a nam - chleb zeń upieczony.
Niechaj je księża święcą
dzisiaj, w ten dzień Wniebowzięcia.

Źródło: Artykuł Józefa Szaniawskiego i Tadeusza Mędzelowskiego, Tarnowski Kurier Kulturalny

Fot. tapetus.pl, iceis.pl, kwiatki.org

Agnieszka Małecka


[1] Hanna Szymanderska, Polskie Tradycje Świąteczne, Warszawa 2003, s. 299.

[2] Hanna Szymanderska, Polskie Tradycje Świąteczne, Warszawa 2003, s. 303

Więcej…

Koncert Tomasza Wolaka i jego muzycznych przyjaciół będzie główną atrakcją Pikniku Familijnego „Biesiadne lato”, na który już w najbliższy czwartek (15 sierpnia 2013 roku) zapraszają Radny Miasta Nowego Sącza Antoni Rączkowski oraz Osiedle Westerplatte. Początek o godzinie 17:00 w Miasteczku Rowerowym przy ul. Nadbrzeżnej 26 w Nowym Sączu.

 W ramach imprezy zaplanowano również inne atrakcje takie jak: pokazy umiejętności i sprawności strażaków, pokazy wojskowe - wykonają je członkowie Stowarzyszenia Sądeckiego Airsoft, symulator zderzeń przygotowany przez Miejski Ośrodek Ruchu Drogowego, koncert Wiktorii Tracz a także zabawy i konkury dla całej rodziny.

Tomasz Wolak wraz ze swym zespołem „Tomasz Wolak Rock Band” wprowadzi zebranych w dobrą atmosferę i pozytywny nastrój za sprawą rockowych rytmów.

 - Zagramy utwory z naszego repertuaru i światowego rocka ale nie będę zdradzać, co konkretnie usłyszą zebrani, aby była niespodzianka. Na basie zagra zdolny basista Jakub Kotarba, nauczyciel języka angielskiego z Zespołu Szkół Ekonomicznych, oprócz mnie śpiewać będzie oczywiście nasza energetyczna wokalistka Mariola Szczypta obdarzona mocnym rockowym głosem – mówi lider zespołu, Tomasz Wolak. – Na gitarze zagra Bogumił Zieliński, syn Jacka Zielińskiego ze Skaldów. Przy perkusji zasiądzie Witold Kierzkowski - uznany polski perkusista, grał w pierwszym składzie legendarnej grupy blues rockowej „Krzak”, z Urszulą Sipińską, Skaldami. Występował także z takimi gwiazdami jak Czesław Niemen, Michał Urbaniak czy Waldemar Kocoń w Stanach Zjednoczonych – zachwala Tomasz. 

Witold Kierzkowski od kilku lat gra w zespole „Tomasz Wolak Rock Band”. Warto dodać, że sam Tomasz występował jako pianista z Łucją Prus, Ireną Jarocką i innymi gwiazdami polskiej muzyki rozrywkowej. Prowadził audycje o polskiej muzyce rockowej i rozrywkowej w I i III Programie Polskiego Radia w Warszawie. W ogóle jest znawcą polskiej muzyki rozrywkowej lat 50. 60. i 70., często występuje jako klawiszowiec i pianista w Polsce i na Słowacji.

Tomek dodaje jednak, że zespół „Tomasz Wolak Rock Band” to jego prawdziwe oczko w głowie. Zapowiada się emocjonująco i bardzo rockowo, jak na wszystkich koncertach zespołu Tomasz Wolak Rock Band.

 W razie deszczu, koncert odbędzie w Karczmie Miasteczka Rowerowego. Patronat honorowy nad Piknikiem w Miasteczku Rowerowym objął Prezydent Miasta Nowego Sącza Ryszard Nowak.

Agnieszka Małecka

 

 

Więcej…

Przez dwa dni (3-4 sierpnia 2013 roku) na ziemi sądeckiej odbywał się V Zlot Zabytkowych Pojazdów organizowany przez Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu. Deptak słonecznej Krynicy – Zdrój oraz Miasteczko Galicyjskie, ulice i nowosądecki rynek po raz kolejny były świadkami zjazdu samochodów z dawnych lat. Tym razem zaprezentowało się około 60 załóg z różnych miast, takich jak Limanowa, Kraków, Warszawa oraz Tarnów. Właściciele zabytkowych pojazdów przybyli też z Niemiec i Austrii.

O Zlocie informowaliśmy http://www.planty.pl/index.php?option=com_k2&view=item&id=871:v-zlot-zabytkowych-pojazdów&Itemid=3

Można było przyjrzeć się takim samochodom jak jaguary, stare fordy, mercedesy, volkswageny czy też rolls-royce’y. Nie zabrakło także starych poczciwych fiatów. Gratką, szczególne dla panów, na pewno był mercedes W108 z 1968 roku. Wystawcy to prawdziwi pasjonaci motoryzacji. Z Tarnowa przyjechał Krzysztof Matyjewicz, który prezentował Packarda z 1950 roku.

Niestety, nie można było usiąść za kierownicą rzeczonych aut. Była za to okazja do przejażdżki w stylu retro w charakterze pasażera. Zlotom Zabytkowych Pojazdów towarzyszy co roku akcja dobroczynna. Każdy, kto przeznaczył na rzecz Fundacji „Małopolskie Serce” artykuły papiernicze, szkolne czy słodycze, mógł przejechać się wehikułem czasu, gdyż bez wątpienia właśnie tak można nazwać zabytkowe samochody, którymi zapełnił się deptak w Krynicy-Zdroju oraz sądecki rynek. Niejednemu przechodniowi, kuracjuszowi czy turyście z pewnością zakręciła się w oku łza na wspomnienie lat spędzonych za kierownicą chociażby syreny, warszawy, czy też fiata 125P. Niezwykle rzadko, aczkolwiek zdarza się jeszcze ujrzeć właśnie taki oto pojazd na polskich drogach. Już niedługo będzie to, o ile już nie jest, swoisty relikt przeszłości.

 Aż wręcz prosi się powiedzieć za Urszulą Sipińską, która śpiewała niegdyś: (…) To był świat w zupełnie starym stylu, to był świat zza szyb automobilu (…) Takie właśnie automobile i nie tylko podziwiali mieszkańcy Sądecczyzny oraz okolic w miniony weekend. Uroczyste zakończenie zjazdu nastąpiło ok. godz. 17.30 na sądeckim rynku, kiedy to wystawcy samochodów żegnali się, by odjechać swymi skarbami w siną dal.  

Przy okazji pojazdów retro, nie sposób nie wspomnieć o atrakcji, która być może już niedługo na stałe wpisze się w krajobraz Nowego Sącza. Mowa to u tramwaju konnym. Jego producentem jest Andrzej Woda z miejscowości Jelna, renowator i twórca pojazdów konnych. Ów omnibus konny, bo tak również można nazywa się rzeczony pojazd, w zamiarze dyrekcji Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu, będzie kursował między Rynkiem i starówką a Miasteczkiem Galicyjskim przy ul. Lwowskiej 226.

Pojazd na drewnianych kołach ma zapewniać 20 miejsc siedzących a także miejsca stojące. Tramwaj konny, jak sama nazwa wskazuje, będzie prowadziła para koni.

Powóz, zatrzymujący się na przystankach MPK, w okresie od wiosny do jesieni ma mknąć od Rynku ulicą Lwowską ku, słynnemu już na całą Małopolskę, Miasteczku Galicyjskiemu, prezentującemu urokliwe piękno miasteczek galicyjskich. Czy podróżowanie owym omnibusem spotka się z aprobatą zarówno Sądeczan jak i turystów z okolic Małopolski? Czas pokaże. Póki co, w ramach przetestowania nowej atrakcji wśród mieszkańców regionu,  przejazdy będą organizowane przy okazji większych imprez kulturalnych i historycznych w Miasteczku Galicyjskim.

Tymczasem do zobaczenia za rok na VI Zlocie Zabytkowych Pojazdów.

Agnieszka Małecka

Więcej…

Najlepsze lokaty, kredyty, pożyczki, konta

Nawigacja

Aktualności

XX jubileuszowa edycja konkursu "Nowy Są…

XX jubileuszowa edycja konkursu

Pod patronatem Prezydenta Miasta Nowego Sącza Ryszarda Nowaka odbędzie się 20. jubileuszowa edycja konkursu "Nowy Sącz - Miastem Kwiatów i Zieleni". Konkurs ma charakter otwarty i obejmuje wszystkich mieszkańców domów jedno- i wielorodzinnych oraz jednostki organizacyjne, ...

Czytaj Wiecej

Kultura

DZIEŃ DZIECKA

Drogie dzieci,  jak co roku z okazji waszego święta zapraszamy Was do Sądeckiego Parku Etnograficznego i Miasteczka Galicyjskiego na zabawy, warsztaty, pokazy, zwiedzanie i smakowite jedzenie. DZIEŃ DZIECKA W SKANSENIE I MIASTECZKU GALICYJSKIM 1 CZERWCA (ŚRODA) 9.00-14.00 Wstęp 1 zł   DOJAZD ul. B. Wieniawy-Długoszowskiego 83b ul. Lwowska 226...

Czytaj Wiecej

Sport

Rozmaitości

Zwierzątko domowe - chomik

Zwierzątko domowe - chomik

Chomiki to gryzonie. Nie są zbyt wymagającymi stworzeniami dlatego wybieramy je zwykle na swoje pierwsze zwierzę domowe. Najczęściej kupuje się chomiki syryjskie i dżungarskie. Jednak to nie jedyne spośród udomowionych chomików. Pozostałe odmiany to: chomik Roborowskiego, ...

Czytaj Wiecej