Z Małopolski - informacje, aktualności, wydarzenia, wiadomości
PortalPolska

PortalPolska

Nowy Sącz przez epoki – od średniowiecza do współczesności. Taki tytuł nosi wystawa, której wernisaż miał dziś miejsce w sądeckim CIT. Zaprezentowano efekty prac wykopaliskowych wokół Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego przy ul. Pijarskiej 21 w Nowym Sączu oraz zdjęcia autorstwa Roberta Drobysza prezentujące teren przykościelny w takcie prac oraz same, bezcenne dla historii naszego miasta, historyczne pamiątki,  które można było oglądać jedynie w dzień wernisażu. 

O wystawie informowaliśmy: http://portalpolski.pl/malopolskie-14/nowy-sacz-55/niecodzienna-wystawa-w-cit-13897.text.htm

Gości przywitała Małgorzata Pawłowska - Florian, kierownik Centrum Informacji Turystycznej w Nowym Sączu oraz Ludomir Krawiński, prezes Zarządu Sądeckiej Agencji Rozwoju Regionalnego. Siedziba CIT wypełniła się niemalże po brzegi pasjonatami dziejów Nowego Sącza, uczniami z sądeckich szkół oraz wszystkimi, którzy byli ciekawi eksponatów wydobytych w trakcie prac wykopaliskowych i eksploracyjnych w okolicach dzisiejszej parafii ewangelicko - augsburskiej. 

Dyrektor Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu, Robert Ślusarek, wygłosił wystąpienie na temat „Dawnego klasztoru i kościoła Franciszkanów w Nowym Sączu”. Bardzo szczegółowo nakreślił i przybliżył zebranym dzieje klasztoru, który powstał w 1279 roku. Upoważnienie wydał król Wacław II Czeski, który notabene lokował nasze miasto dnia 8 listopada 1292 roku

Klasztor ów zbudowany w czworokąt posiadał wieżę w narożniku południowowschodnim. Przeznaczony był wówczas dla 10 zakonników. Potem oczywiście zwiększała się liczba zakonników go zamieszkujących. Lata 1795 – 1918, czyli lata rozbiorów przyczyniły się do zubożenia życia klasztornego oraz duchowego w ogóle. Po „kasacie józefińskiej”, zapoczątkowanej w 1782 roku w Austrii, czyli zamykaniu klasztorów i kościołów na terenach, gdzie panowali Habsburgowie, zatem i w Galicji, zburzono cały zespół klasztorny, za wyjątkiem kaplicy Przemienienia Pańskiego. Veraicon przeniesiono w 1782 roku do fary, dzisiejszej Bazyliki Św. Małgorzaty. Pozostałe zabudowania i kaplicę zakupili Żydzi. Szybko jednak okazało się, że Talmud nie zezwala starszym braciom w wierze na czerpanie jakichkolwiek korzyści z tego typu budynków. Kaplica wraz z zabudowaniami znów zmieniła właściciela; tym razem okazała się nim być gmina ewangelicka założona dla niemieckich kolonistów, jacy w tamtym okresie napływali w nasze okolice. W kaplicy powstał do 1945 r. kościół wyznania augsburskiego i helweckiego. Zatem lat zaraz powojennych sięgają początki parafii ewangelickiej przy ulicy Pijarskiej 21.

Ksiądz Dariusz Chwastek, proboszcz parafii ewangelicko-augsburskiej, opowiedział zebranym o luteranizmie na ziemi Sądeckiej, jego tradycji i historii - związanej m.in. ze zborem w pobliskich Stadłach oraz krótko nakreślił współczesność. Przybliżył także samą ideę reformacji - w 2017 roku, czyli w zasadzie już niedługo, obchodzone będzie jej 500-lecie, gdyż tyle lat minie od przybicia słynnych 95 tez Marcina Lutra do drzwi kościoła parafialnego w Wittenberdze. Luter wyraził wtedy i upublicznił tym samym swój bunt wobec niegodziwości panujących wówczas w Kościele Rzymskokatolickim. Proboszcz wspomniał oczywiście o ojcu reformacji Lutrze oraz o Janie Łaskim, księdzu katolickim, a potem jedynym polskim działaczu reformacyjnym o znaczeniu na skalę europejską, humaniście, tłumaczu i dyplomacie.

Na podstawie zachowanych ksiąg parafialnych, jeszcze z dwudziestolecia międzywojennego, i czasów II wojny światowej widzimy, że sukcesywnie zmniejsza się ilość wiernych naszej parafii – przyznał ksiądz. Dziś kaplica Przemienienia Pańskiego, dawniej obiekt klasztorny, jest siedzibą parafii ewangelicko-augsburskiej w Nowym Sączu. Dodajmy, że liczy ona zaledwie 44 osoby, jak powiedział jej włodarz.  To bardzo mało, jeśli wziąć pod uwagę dawną dużą ilość Luteran z Sądecczyzny i ich wkład w rozwój regionu. Musiał zostać wspomniany fakt kontrreformacji, działalności szerzonej szczególnie przez ojców Jezuitów, mającej na celu nawrócenie wiernych i ich powrót na łono Kościoła Rzymskokatolickiego. Abstrahując od wszelakich kwestii i przekonań polityczno-światopoglądowych czy religijnych, reformacji zawdzięczamy liczne przekłady Pisma Świętego na języki ojczyste a także rozwój piśmiennictwa i nauki w ogóle. „Protestantyzm wzmógł popyt na wiedzę”, jak pisze Mirosław Harasim, teolog i publicysta, w swej książce pt. „Śladami Reformacji na Pogórzu Karpackim”. [1]

Z szeroko pojętymi badaniami archeologicznymi w obrębie byłego Klasztoru Franciszkanów w Nowym Sączu zapoznał zebranych Bartłomiej Urbański, archeolog z Muzeum Okręgowego.  O swych odkryciach opowiadał także podczas konferencji edukacyjnej zorganizowanej przez Muzeum, Stowarzyszenie Profesjonalnego Samorządu oraz Pedagogiczną Bibliotekę Wojewódzką w Nowym Sączu w kościele przy Pijarskiej.  http://portalpolski.pl/malopolskie-14/nowy-sacz-55/o-kolonistach-niemieckich-w-parafii-ewangelicko-augsburskiej-12484.text.htm

Archeolog podkreślił swoistą pionierskość swej dziedziny w Nowym Sączu i wyraził nadzieję, że będzie się nadal u nas rozwijała, także w kontekście badań na terenie byłego klasztoru OO. Franciszkanów. Można się pokusić o stwierdzenie, iż jesteśmy świadkami wydarzeń niezwykłych, bowiem nie wiadomo, jakie jeszcze skarby przeszłości kryje kościół ewangelicki, dawniej franciszkański klasztor. Eksponaty wydobyte z czeluści podziemi to m.in. fragmenty starych kafli, z charakterystycznym biało-błękitnym deseniem, cybuchy od XIX - wiecznych fajek, XVIII - wieczne fragmenty świeczników, stare monety z XIX i XX wieku, wreszcie nawet okucia trumienne. Są także ślady ludzkiego bytowania, jak np. kości i szczątki. Wszystko to można obejrzeć na zdjęciach Roberta Drobysza.

Prace trwają od 2010 roku. Odkryto pozostałości klasztoru Franciszkanów takie jak: mury, grobowe krypty czy kaplice oraz fragmenty grobowca. - Nawet Bazylika Św. Małgorzaty nie posiada tak starej płyty nagrobnej, która znajdowała się najprawdopodobniej pod podłogą lub na ścianie – dodał archeolog, wskazując na multimedialne zdjęcie jednego ze znalezisk.

Wernisaż jakże optymistycznym akcentem zakończył Robert Drobysz, autor prezentowanych fotografii. – Może liczba znalezionych eksponatów i odkrytych miejsc pozwoli na uruchomienie swoistego centrum archeologicznego – powiedział podsumowując wydarzenie. Byłaby to niekwestionowana atrakcja turystyczna oraz kolejne miejsce rozsławiające Sądecczyznę bogatą w rozliczne zabytki. Taki kompleks byłby z pewnością przyczynkiem do propagowania najodleglejszej historii Nowego Sącza wraz ze wszystkimi tajemnicami, jakie skrywa po dziś dzień, a o czym świadczą prace wykopaliskowe.   

Fotografie można oglądać do 23 września.

Wystawę zorganizowała Sądecka Agencja Rozwoju Regionalnego S.A.

Fot. Monika Turska

Agnieszka Małecka


 

[1] M. Harasim, Śladami Reformacji na Pogórzu Karpackim, Warszawa 2011, s. 126.

Więcej…

Już od dwóch dni w Galerii „Dawna Synagoga” przy ul. Berka Joselewicza w Nowym Sączu można oglądać niezwykłą wystawę pt. „Ślady na papierze, arcydzieła pasteli”. Są obrazy Wyspiańskiego, Wyczółkowskiego, Weissa i Witkiewicza. Ekspozycja to część projektu „Europejski Festiwal Pasteli, Małopolska – VI Międzynarodowe Biennale Pasteli – Nowy Sącz 2013”. Obrazy można oglądać do 1 grudnia 2013 roku.

Wystawa ta jest wyjątkowa, ukazuje dokonania wybranych polskich pastelistów: Stanisława Wyspiańskiego, Leona Wyczółkowskiego, Wojciecha Weissa i Stanisława Ignacego Witkiewicza. Wybór ten podyktowany był oczywiście ich pozycją w rodzimej kulturze oraz ich artystycznymi osiągnięciami w tej technice, ale miał również służyć ukazaniu różnorodności stylowej, formalnej i tematycznej pastelu na przykładzie ich twórczości, w której przejawia się cała finezja i kwintesencja pastelu. Prace zostały wypożyczone z Muzeum Mazowieckiego w Płocku, Muzeum Podlaskiego w Białymstoku, Muzeum Okręgowego w Toruniu, Muzeum Okręgowego w Rzeszowie, Muzeum Miejskiego w Zabrzu, Muzeum Śląskiego w Katowicach, Muzeum Śląska Opolskiego w Opolu, Muzeum Jagiellońskiego Collegium Maius w Krakowie, Fundacji Muzeum Wojciecha Weissa oraz kolekcjonerów prywatnych.

Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu tradycyjnie wraz z MCK „Sokół” bierze udział  w „Biennale Pasteli”, kupując nagrodzone w konkursie prace. W Galerii „Dawna Synagoga” jest okazja do podziwiania obrazów czterech artystów: Leona Wyczółkowskiego, Stanisława Wyspiańskiego, Wojciecha Weissa i Stanisława Ignacego Witkiewicza.

Dodajmy, że Witkacy odwiedził nasze miasto co najmniej pięć razy, zatem wystawy ma w jakimś sensie i nowosądecki wymiar. Na wernisażu Anna Król, kurator wystawy, podkreśliła, że muzea nie będą już wypożyczać obrazów pastelowych, zatem warto wykorzystać nadarzającą się okazję i odwiedzić „Dawną Synagogę”, aby podziwiać piękne dzieła polskiej kultury. Ideą wystawy jest zaprezentowanie osiągnięć polskich artystów tworzących pod koniec XIX i w pierwszej połowie XX w. związanych z Małopolską i Krakowem, dla których ważnym medium malarskim stał się pastel.

Fot. Agra Art.

Agnieszka Małecka

Więcej…

Od nowego roku akademickiego Gliwicka Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości będzie działać pod patronatem Wyższej Szkoły Biznesu - National-Louis University, lidera Konsorcjum Uczelni Futurus. Ta konsolidacja na rynku uczelni wyższych to bardzo dobra informacja dla studentów i pracowników zrzeszonych uczelni, a także dla ich otoczenia społeczno-biznesowego. Oznacza ona wzmocnienie pozycji tych szkół wyższych w skali ogólnopolskiej oraz międzynarodowej.

 Za miesiąc, żacy i pracownicy uczelni w całej Polsce rozpoczną nowy rok akademicki. Dla studentów Gliwickiej Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości oraz prestiżowej Wyższej Szkoły Biznesu – National Louis University oznacza on początek nowego i dobrego okresu w rozwoju obu uczelni. - Gliwicka Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości będzie od tej pory działać pod patronatem jednej z najlepszych uczelni w Polsce czyli WSB-NLU. Będziemy z nią blisko współpracować. GWSP zdecydowało także, że stanie się częścią dużego Konsorcjum Uczelni Futurus. To pierwsza tego typu konsolidacja na Śląsku. To dobre wieści i początek kolejnego etapu rozwoju uczelni  – podkreśla dr inż. Tadeusz Grabowiecki, prof. GWSP, Rektor Gliwickiej Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości, informując o zmianach.

WSB-NLU swój pierwszy rok akademicki zainaugurowała w 1991 roku, a GWSP w 2005 roku. Obie uczelnie posiadają uzupełniającą się ofertę kształcenia, która będzie dostępna na preferencyjnych warunkach dla studentów tych uczelni, obie stawiają na rozwój nowych technologii i kreatywność,
a także są bardzo wysoko oceniane przez pracodawców w rankingach uczelni wyższych. Gliwicka uczelnia będzie także działać w Konsorcjum Uczelni Futurus, w której obecnie zrzeszonych jest 7 uczelni z całej Polski. Konsorcjum stawia na rozwój uczelni w ramach grupy, nowe technologie i innowacje, pozyskiwanie środków unijnych, współpracę z pracodawcami i praktyczność nauczania oraz bardzo silną współpracę międzynarodową.

Rektor WSB-NLU, dr Wiktor Patena, również mówi o korzyściach dla uczelni: - Bliska współpraca GWSP z WSB-NLU uczelnią to umocnienie także naszej pozycji. Swoistego rodzaju fuzja, których coraz więcej obserwuje się na rynku szkół wyższych. To przede wszystkim poszerzenie oferty edukacyjnej, wprowadzenie produktów specjalistycznych w zakresie edukacji i nowych technologii, a także wzmocnienie organizacyjne. Nasze uczelnie będą miały unikatowe propozycje dla studentów z całej Polski i z zagranicy.

Głos na temat zmian właścicielskich zabierają także przedstawiciele Agencji Rozwoju Lokalnego, dotychczasowego założyciela GWSP oraz Konsorcjum Uczelni Futurus. Zgodnie przyznając, że przekazanie praw założycielskich do gliwickiej Uczelni profesjonalistom z WSB-NLU jest świetną decyzją dla dalszego rozwoju obu uczelni i samego Konsorcjum Futurus. Wszystkie instytucje zdecydowały o bliskiej współpracy oraz podjęciu działań nie tylko na rzecz rozwoju własnego, ale także regionów, w których są położone, również w oparciu o środki unijne.

(AM)

 

Więcej…

22 września 2013 roku, (niedziela) na nowosądeckim rynku odbędzie się I Sądecki Jarmark EkoLokalny. Organizatorami imprezy są Stowarzyszenie „Humaneo” oraz Stowarzyszenie „Dla Miasta”.

Celem wydarzenia jest promowanie i wspieranie działań proekologicznych. W programie m.in.: pokaz samochodów hybrydowych, eko warsztaty dla najmłodszych, segregacja odpadów, wymiana ubrań oraz ekologiczne podróżowanie. Zapraszamy firmy, instytucje, stowarzyszenia a nawet osoby prywatne, które mają do zaprezentowania coś ciekawego, a związanego z ekologią. Zgłoszenia należy przesyłać na adres Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. lub Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Informacja telefoniczna pod numerami telefonów 695-223-222 bądź 782-250-507

Więcej…

W Nowym Sączu na zaproszenie Stowarzyszenia „Dla Miasta” przebywała dziennikarka oraz podróżniczka Weronika Diallo. Jest znana z występów m.in. w TVN, TVN 24, TVN METEO czy Superstacji. Weronika Diallo prowadzi popularnego bloga o podróżach i podróżnikach, na którym właśnie od Nowego Sącza zapoczątkowała cykl prezentujący polskie miasta. 

Podczas dwudniowego pobytu w Nowym Sączu, Weronika Diablo odwiedziła m.in. Sądecki Park Etnograficzny, Miasteczko Galicyjskie, sądecka starówkę, okolice Baszty Kowalskiej, Ratusz, Synagogę, w której zapoznała się z trwającą właśnie wystawą  "Dziedzictwo kulturowe św. Kingi".

W napiętym programie znalazł się tez czas na odwiedzenie sądeckich restauratorów - Sądeckie desery serwował Wincenty Żygadło z Cocktail Baru oraz właścicielka Strauss Cafe Teresa Żmuda. Dziennikarka odwiedziła ponadto Beer Faktory, sądecką piwiarnię z ponad 200 rodzajami piwa do wyboru, w której na specjalne zamówienie serwowane były lokalne piwa z Grybowa – mówi prezes Stowarzyszenia dla Miasta, Tomasz Michałowski.

Laserowej rozrywki dostarczył klub Laser Shot, który jest jednym z 10 tego klubów w Polsce, a jedynym w naszym województwie.

Warto zapoznać się z relacjami z pobytu w Nowym Sączu, które są dostępne pod tymi oto linkami:

http://www.komuwdroge.pw/nowy-sacz-historia-kultura-i-sztuka-a-na-deser/

http://www.komuwdroge.pw/w-poszukiwaniu-wiedenskiego-charakteru-nowego-sacza-i-sladow-sw-kingi/

Fot. Stowarzyszenie dla Miasta

(AM)

Więcej…

Bartek Świderski, chłopczyk z Cyganowic koło Starego Sącza, przyszedł na świat z zespołem Fallota – wrodzoną wadą serca powodującą, iż przez płuca płynie mniej krwi, przez co i zarazem mniej tlenu. Jego życie uratował profesor Edward Malec. Niestety, rodzina chłopca wciąż nie może spać spokojnie – by Bartek mógł żyć, konieczna jest kolejna operacja… Ów zabieg został wyceniony na kwotę 29 tysięcy euro. 

Szczęśliwe i bezpieczne dzieciństwo nadal zagrożone…

Cyganowice nieopodal Starego Sącza. Piękny, słoneczny, sierpniowy dzień. Poprad szemrze cichutko, poziom wody jest niewielki, bardzo dawno nie było obfitego deszczu. W rzece widać małego, szczupłego chłopczyka, który w dziecięcym kółku pływackim dziarsko płynie przed siebie, zmierzając w ramiona ukochanej mamy… Bartek Świderski. Rezolutny, radosny malec. Wie, że nie może biegać, grać w piłkę, zanadto wysilać się podczas zabawy, śmiać się zbyt głośno. To mogłoby zaszkodzić jemu wciąż choremu sercu. Chłopiec ma dwoje starszego rodzeństwa: siostrę Karolinę i brata Darka. Oboje trzymają kciuki za zdrowie młodszego braciszka. Bartek ma sześć lat, świetnie wyczucie rytmu, bardzo chciałby w przyszłości tańczyć razem z siostrą. - Czasem buntuje się, szczególnie, gdy patrzy jak bawią się jego koledzy i koleżanki, gdy z tęsknotą spogląda na piłkę, na boisko... Serce go boli, że nie może zostać królem strzelców - opowiada Barbara Bodziony, mama chłopca.
Niedawno okazało się, że życie Bartka wciąż jest zagrożone, bo lewa tętnica płucna nie działa. Rolę łącznika serca z płucem spełnia jedynie poboczne naczynie krwionośne, które nie jest w stanie zastąpić tętnicy.

Parę lat wstecz...

11 lipca 2007 roku w nowosądeckim szpitalu przyszedł na świat Bartek Świderski. Walka o jego życie zaczęła się właśnie w tym momencie. Wykryto u niego zespół Fallota – inaczej tetralogię Fallota – wadę serca charakteryzującą się przesunięciem aorty w prawo, dużym ubytkiem w przegrodzie międzykomorowej, zwężeniem tętnicy płucnej oraz przerostem prawej komory serca. Wszystkie te nieprawidłowości powodują, iż bez specjalistycznego zabiegu i szybkiej pomocy, szanse na przeżycie są niewielkie. W przegrodzie między komorami serca Bartka od urodzenia istniała dziura. Tętnica płucna była znacznie zwężona, co powoduje, że przez płuca płynie mniej krwi, a w niej jest mniej tlenu. W 2008 roku, dzięki zbiórce pieniędzy i staraniom oraz zaangażowaniu Stowarzyszenia „Sursum Corda”, prof. Edward Malec przeprowadził pierwszą operację na sercu półtorarocznego wówczas chłopca i dał nadzieję na dalsze życie. Mama Bartka, Barbara Bodziony, nie kryła wówczas radości i ogromnego wzruszenia. Profesor uratował jej dziecko! - Już zawsze będę wdzięczna losowi, że postawił na mojej drodze Edwarda Malca. To on dał szansę na dalsze życie mojemu Bartkowi. To jednak nie koniec problemów, mały pacjent nadal musi walczyć o życie. - Spodziewaliśmy się, że potrzebna będzie jeszcze jedna operacja, bo profesor uprzedzał o takim scenariuszu, ale nie przypuszczaliśmy, że będzie to tak trudne wyzwanie. Wskazane jest, aby nie czekać długo. Bartkowi grozi zapaść lewego płuca, które jest słabo natlenione. Przyjmuje leki, ale nikt nie wie jak długo będą działać. Polscy lekarze nie dali mojemu synowi szansy na wyleczenie… – podkreśla mama Bartka. Lekarze w klinice w Katowicach stwierdzili, iż wada chłopca jest nieoperacyjna. Mama chłopca nie daje jednak za wygraną i nie będzie spokojnie czekać na śmierć swojego syna! Uderzyła wyżej, do profesora Malca, który już raz uratował życie Bartkowi. Teraz znów potrzebna jest jego pomoc – Będąc w Katowicach pytałam ile czasu zostało mojemu dziecku, ale odpowiedzi nie usłyszałam. Powiedziano mi tylko, że nie ma nadziei na operację. Nie mogłam zgodzić się z bezczynnym czekaniem na to, aż Bartuś nas opuści – dodaje wzruszona.  

Od lat ratuje dzieci

Prof. dr hab. n. med. Edward Malec jest cenionym kardiochirurgiem dziecięcym, który zajmuje się korekcją wrodzonych wad serca naszych milusińskich. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Chirurgów Dziecięcych, Klubu Kardiochirurgów Polskich, European Society for Cardio-Vascular Surgery, Society for Thoracic Surgeons, jako jedyny kardiochirurg z Polski reprezentuje swój kraj w American Association for Thoracic Surgery.

Profesor jest Kawalerem Orderu Uśmiechu oraz Członkiem Honorowym Stowarzyszenia Sursum Corda. Na stronie tegoż Stowarzyszenia przeczytać możemy wzruszające świadectwa szczęśliwych rodziców, których dzieciom pomógł. Malec powołał do życia Stowarzyszenie Cor Infantis, jest uczestnikiem Children's Heart Link, pod jego redakcją powstała książka Dziecko z wadą serca. Poradnik dla rodziców, stanowiąca ogromną pomoc zarówno dla rodziców chorych dzieci oraz dla innych lekarzy. Rozprawę habilitacyjną poświęcił „Badaniom doświadczalnym nad ochroną niedojrzałego mięśnia sercowego w czasie niedokrwienia". Jest też cenionym promotorem przewodów doktorskich. Jeśli uda się zebrać kwotę potrzebną na operację Bartka, po raz drugi zoperuje małego Starosądeczanina, dając mu tym samym nadzieję na szczęśliwe dzieciństwo: bez leków, badań, wizyt w szpitalach, nerwów i nieprzespanych nocy jego bliskich – dzieciństwo takie, jakie powinno mieć każde dziecko.

Pomóżmy razem!

Życie człowieka to cud, który trzeba chronić. Winno stanowić absolutnie najwyższą, uniwersalną zarazem wartość dla każdego z nas. Pomóżmy urzeczywistnić i wcielić w życie marzenia rodziny z Cyganowic. Sprawmy wspólnie, aby Bartek mógł tańczyć i grać w piłkę. Czas ucieka, a zwłoka w przypadku chłopca, będącego cały czas pod opieką Stowarzyszenia „Sursum Corda”, działa na niekorzyść.

Profesor Malec, który operuje w niemieckim Munster, dał nadzieję na piłkę, na taniec i na spokojny sen mamy. Chce podjąć się wyzwania i uratować chłopcu życie. Niedawno z Niemiec przyszła wiadomość, że Bartek został zakwalifikowany do leczenia operacyjnego, a planowane jest ono na drugą połowę tego roku. Koszt operacji i leczenia dziecka wyceniono na 29 tysięcy euro i taką kwotę trzeba wpłacić na konto tamtejszej kliniki uniwersyteckiej. Kwota ta stanowiłaby nie lada przeszkodę dla przeciętego, statystycznego Kowalskiego mającego dochody w wysokości średniej krajowej, a co dopiero dla mamy trójki dzieci! Dlatego pomoc instytucji, firm oraz stowarzyszeń charytatywnych będzie tu nieoceniona.

Nadzieja jest treścią życia…

..bo bez niej trudno byłoby mamie Bartka i jej bliskim cieszyć się każdym dniem. Nie wolno im się teraz poddać. Świadomość konieczności zebrania tak dużej kwoty spędza sen z powiek, ale nie ma rzeczy niemożliwych, jeśli, tak jak poprzednio, znajdą się ludzie dobrej woli, którzy wyrażą chęć pomocy. Od tego zależy życie tego małego, ciekawego świata, wesołego brzdąca, który śmieje się beztrosko, płynąc tym razem do brata i siostry, czekających na niego kilkanaście metrów dalej. Pływać, a w zasadzie chlapać się w niezbyt głębokiej wodzie chłopiec może do woli – to nie stanowi obciążenia dla jego serca, które po operacji z pewnością obdarzy miłością wszystkich tych, którzy wyciągną do niego pomocną dłoń; zupełnie jak teraz on wyciąga swą małą rączkę do siostry Karoliny pomagającej mu wyjść na brzeg…

Stowarzyszenie Sursum Corda uruchomiło specjalne subkonto, na które można wpłacać dowolną kwotę na rzecz Bartka Świderskiego:

Nr konta w Łąckim Banku Spółdzielczym:
26 8805 0009 0018 7596 2000 0080
z dopiskiem/tytułem "Bartek Świderski"

Zatem w górę serca! Bartek czeka na pomoc!  

Fot. Katarzyna Polak

Agnieszka Małecka

Więcej…

Bartek Świderski, chłopczyk z Cyganowic koło Starego Sącza, przyszedł na świat z zespołem Fallota – wrodzoną wadą serca powodującą, iż przez płuca płynie mniej krwi, przez co i zarazem mniej tlenu. Jego życie uratował profesor Edward Malec. Niestety, rodzina chłopca wciąż nie może spać spokojnie – by Bartek mógł żyć, konieczna jest kolejna operacja… Ów zabieg został wyceniony na kwotę 29 tysięcy euro. 

Szczęśliwe i bezpieczne dzieciństwo nadal zagrożone…

Cyganowice nieopodal Starego Sącza. Piękny, słoneczny, sierpniowy dzień. Poprad szemrze cichutko, poziom wody jest niewielki, bardzo dawno nie było obfitego deszczu. W rzece widać małego, szczupłego chłopczyka, który w dziecięcym kółku pływackim dziarsko płynie przed siebie, zmierzając w ramiona ukochanej mamy… Bartek Świderski. Rezolutny, radosny malec. Wie, że nie może biegać, grać w piłkę, zanadto wysilać się podczas zabawy, śmiać się zbyt głośno. To mogłoby zaszkodzić jemu wciąż choremu sercu. Chłopiec ma dwoje starszego rodzeństwa: siostrę Karolinę i brata Darka. Oboje trzymają kciuki za zdrowie młodszego braciszka. Bartek ma sześć lat, świetnie wyczucie rytmu, bardzo chciałby w przyszłości tańczyć razem z siostrą. - Czasem buntuje się, szczególnie, gdy patrzy jak bawią się jego koledzy i koleżanki, gdy z tęsknotą spogląda na piłkę, na boisko... Serce go boli, że nie może zostać królem strzelców - opowiada Barbara Bodziony, mama chłopca.
Niedawno okazało się, że życie Bartka wciąż jest zagrożone, bo lewa tętnica płucna nie działa. Rolę łącznika serca z płucem spełnia jedynie poboczne naczynie krwionośne, które nie jest w stanie zastąpić tętnicy.

Parę lat wstecz...

11 lipca 2007 roku w nowosądeckim szpitalu przyszedł na świat Bartek Świderski. Walka o jego życie zaczęła się właśnie w tym momencie. Wykryto u niego zespół Fallota – inaczej tetralogię Fallota – wadę serca charakteryzującą się przesunięciem aorty w prawo, dużym ubytkiem w przegrodzie międzykomorowej, zwężeniem tętnicy płucnej oraz przerostem prawej komory serca. Wszystkie te nieprawidłowości powodują, iż bez specjalistycznego zabiegu i szybkiej pomocy, szanse na przeżycie są niewielkie. W przegrodzie między komorami serca Bartka od urodzenia istniała dziura. Tętnica płucna była znacznie zwężona, co powoduje, że przez płuca płynie mniej krwi, a w niej jest mniej tlenu. W 2008 roku, dzięki zbiórce pieniędzy i staraniom oraz zaangażowaniu Stowarzyszenia „Sursum Corda”, prof. Edward Malec przeprowadził pierwszą operację na sercu półtorarocznego wówczas chłopca i dał nadzieję na dalsze życie. Mama Bartka, Barbara Bodziony, nie kryła wówczas radości i ogromnego wzruszenia. Profesor uratował jej dziecko! - Już zawsze będę wdzięczna losowi, że postawił na mojej drodze Edwarda Malca. To on dał szansę na dalsze życie mojemu Bartkowi. To jednak nie koniec problemów, mały pacjent nadal musi walczyć o życie. - Spodziewaliśmy się, że potrzebna będzie jeszcze jedna operacja, bo profesor uprzedzał o takim scenariuszu, ale nie przypuszczaliśmy, że będzie to tak trudne wyzwanie. Wskazane jest, aby nie czekać długo. Bartkowi grozi zapaść lewego płuca, które jest słabo natlenione. Przyjmuje leki, ale nikt nie wie jak długo będą działać. Polscy lekarze nie dali mojemu synowi szansy na wyleczenie… – podkreśla mama Bartka. Lekarze w klinice w Katowicach stwierdzili, iż wada chłopca jest nieoperacyjna. Mama chłopca nie daje jednak za wygraną i nie będzie spokojnie czekać na śmierć swojego syna! Uderzyła wyżej, do profesora Malca, który już raz uratował życie Bartkowi. Teraz znów potrzebna jest jego pomoc – Będąc w Katowicach pytałam ile czasu zostało mojemu dziecku, ale odpowiedzi nie usłyszałam. Powiedziano mi tylko, że nie ma nadziei na operację. Nie mogłam zgodzić się z bezczynnym czekaniem na to, aż Bartuś nas opuści – dodaje wzruszona.  

Od lat ratuje dzieci

Prof. dr hab. n. med. Edward Malec jest cenionym kardiochirurgiem dziecięcym, który zajmuje się korekcją wrodzonych wad serca naszych milusińskich. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Chirurgów Dziecięcych, Klubu Kardiochirurgów Polskich, European Society for Cardio-Vascular Surgery, Society for Thoracic Surgeons, jako jedyny kardiochirurg z Polski reprezentuje swój kraj w American Association for Thoracic Surgery.

Profesor jest Kawalerem Orderu Uśmiechu oraz Członkiem Honorowym Stowarzyszenia Sursum Corda. Na stronie tegoż Stowarzyszenia przeczytać możemy wzruszające świadectwa szczęśliwych rodziców, których dzieciom pomógł. Malec powołał do życia Stowarzyszenie Cor Infantis, jest uczestnikiem Children's Heart Link, pod jego redakcją powstała książka Dziecko z wadą serca. Poradnik dla rodziców, stanowiąca ogromną pomoc zarówno dla rodziców chorych dzieci oraz dla innych lekarzy. Rozprawę habilitacyjną poświęcił „Badaniom doświadczalnym nad ochroną niedojrzałego mięśnia sercowego w czasie niedokrwienia". Jest też cenionym promotorem przewodów doktorskich. Jeśli uda się zebrać kwotę potrzebną na operację Bartka, po raz drugi zoperuje małego Starosądeczanina, dając mu tym samym nadzieję na szczęśliwe dzieciństwo: bez leków, badań, wizyt w szpitalach, nerwów i nieprzespanych nocy jego bliskich – dzieciństwo takie, jakie powinno mieć każde dziecko.

Pomóżmy razem!

Życie człowieka to cud, który trzeba chronić. Winno stanowić absolutnie najwyższą, uniwersalną zarazem wartość dla każdego z nas. Pomóżmy urzeczywistnić i wcielić w życie marzenia rodziny z Cyganowic. Sprawmy wspólnie, aby Bartek mógł tańczyć i grać w piłkę. Czas ucieka, a zwłoka w przypadku chłopca, będącego cały czas pod opieką Stowarzyszenia „Sursum Corda”, działa na niekorzyść.

Profesor Malec, który operuje w niemieckim Munster, dał nadzieję na piłkę, na taniec i na spokojny sen mamy. Chce podjąć się wyzwania i uratować chłopcu życie. Niedawno z Niemiec przyszła wiadomość, że Bartek został zakwalifikowany do leczenia operacyjnego, a planowane jest ono na drugą połowę tego roku. Koszt operacji i leczenia dziecka wyceniono na 29 tysięcy euro i taką kwotę trzeba wpłacić na konto tamtejszej kliniki uniwersyteckiej. Kwota ta stanowiłaby nie lada przeszkodę dla przeciętego, statystycznego Kowalskiego mającego dochody w wysokości średniej krajowej, a co dopiero dla mamy trójki dzieci! Dlatego pomoc instytucji, firm oraz stowarzyszeń charytatywnych będzie tu nieoceniona.

Nadzieja jest treścią życia…

..bo bez niej trudno byłoby mamie Bartka i jej bliskim cieszyć się każdym dniem. Nie wolno im się teraz poddać. Świadomość konieczności zebrania tak dużej kwoty spędza sen z powiek, ale nie ma rzeczy niemożliwych, jeśli, tak jak poprzednio, znajdą się ludzie dobrej woli, którzy wyrażą chęć pomocy. Od tego zależy życie tego małego, ciekawego świata, wesołego brzdąca, który śmieje się beztrosko, płynąc tym razem do brata i siostry, czekających na niego kilkanaście metrów dalej. Pływać, a w zasadzie chlapać się w niezbyt głębokiej wodzie chłopiec może do woli – to nie stanowi obciążenia dla jego serca, które po operacji z pewnością obdarzy miłością wszystkich tych, którzy wyciągną do niego pomocną dłoń; zupełnie jak teraz on wyciąga swą małą rączkę do siostry Karoliny pomagającej mu wyjść na brzeg…

Stowarzyszenie Sursum Corda uruchomiło specjalne subkonto, na które można wpłacać dowolną kwotę na rzecz Bartka Świderskiego:

Nr konta w Łąckim Banku Spółdzielczym:
26 8805 0009 0018 7596 2000 0080
z dopiskiem/tytułem "Bartek Świderski"

Zatem w górę serca! Bartek czeka na pomoc!  

Fot. Katarzyna Polak

Agnieszka Małecka


Więcej…

W polskiej tradycji związanej z chrześcijańską obrzędowością i kultem świąt, uroczystość Matki Boskiej Zielnej jest drugim świętem (obok Bożego Ciała) kiedy to święci się polne kwiaty i zioła. Data 15 sierpnia jest znamienna także ze względu na narodowy wymiar  – wszak 15.08. 1920 r. w trakcie Bitwy Warszawskiej polskie wojska pod wodzą Józefa Piłsudskiego, Tadeusza Rozwadowskiego, Józefa Hallera i innych  i odarły atak oraz ich inwazję bolszewików na zachód. Święto Matki Boskie Zielnej to Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny. 15 sierpnia to święto wojskowe (mamy wtedy Święto Wojska Polskiego), państwowe, maryjne oraz kościelne. I właśnie dwóm ostatnim aspektom tego szczególnego dnia poświęćmy kilka poniższych zdań.

Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, inaczej Matki Boskiej Zielnej, to najstarsze święto maryjne. W Kościele Prawosławnym obchodzi się je już od V wieku, w Kościele Rzymskokatolickim natomiast od VII wieku. W 1950 roku Papież Pius XII ustanowił dogmat, stwierdzający,  iż: "Matka Jezusa została z ciałem i duszą wzięta do wiecznej chwały" oraz oznajmił, że dzień ten "jest dniem triumfu Niepokalanej i ukoronowaniem wszystkich Jej godności".

Święto Matki Boskiej Zielnej, tak jak i inne święta, bardzo wyraźnie zaznaczało się w kalendarzu chłopskim i rolniczym. Do dziś w małych miejscowościach, zwłaszcza w Polsce południowo-wschodniej, ale nie tylko, ogromną wagę przywiązuje się do tradycyjnie wyplatanych wianków dożynkowych. W czasie nabożeństwa kapłan święci je, wraz z mnóstwem ziół i kwiatów, przynoszonych przez gospodynie, wypowiadając słowa: Panie, nasz Boże, Ty sprawiasz, że na ziemi rosną trawy, zioła i zboża na pożywienie i lekarstwo dla ludzi i zwierząt. Od Ciebie pochodzi obfitość wody i promieni słońca, aby wszystko, co się zieleni i rozkwita, owocowało, gdy nadejdzie czas zbiorów. Prosimy Cię, pobłogosław przyniesione do Ciebie pierwociny zieleni tego roku, młode pędy zbóż, trawy, zioła i kwiaty. Zachowaj je od suszy, gradu, powodzi i wszelkiej szkody, aby wzrastały, radowały oczy, przynosiły jak najobfitszy plon i mogły służyć zdrowiu ludzi i zwierząt. A gdy będziemy schodzić z tego świata, niech nas, niosących pełne naręcza dobrych czynów, przedstawi Tobie Najświętsza Dziewica Wniebowzięta, najdoskonalszy owoc tej ziemi, abyśmy zasłużyli na przyjęcie do Twojego domu. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

Znany XIX-wieczny polski etnograf, folklorysta i badacz dawnych obyczajów, Oskar Kolberg, tak pisze o owym święcie: „Wniebowzięcie NMP ze wszystkich świąt ku czci Bogarodzicy to uroczystość najdawniejsza, bo sięgająca pierwszych wieków chrześcijaństwa i zawsze solennie obchodzona. Z obchodem tym kościelnym, który rozmaite dawniej nosił nazwy jak: Śmierci, Odpocznienia, Zaśnienia i wreszcie Wniebowzięcia, łączy się w kraju naszym starodawny zwyczaj święcenia ziół polnych, które dziewczęta wiejskie, nazbierawszy dnia poprzedniego, przynoszą do świątyń, aby je kapłan przed wielkim ołtarzem poświęcił”[1]. Matki Boskiej Zielnej obchodzono także niegdyś jako dzień Matki Boskiej Dożynkowej – sierpień to wszak czas żniw i dożynek, kiedy to gospodarze i rolnicy zbierają owoce swej pracy na roli. Obrzędowość polskiego folkloru podkreśla istotę poświęcenia płodów rolnych, aby uświęcone dobra ziemi służyły człowiekowi i zwierzętom oraz aby błogosławieństwo Boże chroniło ludzi a także ich dobytki przed chorobami i nieszczęściami.

Przygotowywano do pokropienia przez księdza takie zioła i kwiaty jak: dziurawiec (uniwersalny lek), wrotycz, rumianek, maki, koniczynę, barwinek, bławatki itd. Do wianków i bukietów dawano także kwiat dziewanny, który,  jak pisze Hanna Szymanderska w swojej książce pt. „Polskie tradycje świąteczne”, był symbolem a zarazem kwiatem poświęconym starosłowiańskiej bogini dziewic, Dziewannie, będącej uosobieniem władzy ducha nad ciałem”.[2] Sacrum dominowało zatem nad profanum.

Po nabożeństwie kościelnym odbywały się huczne dożynki, które dla wszystkich mieszkańców wsi organizowali najczęściej najmajętniejsi gospodarze bądź dziedzic lub sołtys. Na stołach królowały bukiety kwiatów, zbóż, ziół oraz wianki. Staropolskim obyczajem ucztowano i tańczono… W tym dniu bardzo często odbywano pielgrzymki do świętych miejsc katolickiego kultu: do Kalwarii Zebrzydowskiej i na Jasną Górę. Już jutro Matki Boskiej Zielnej - zakończyć wypadałoby wierszem Kazimiery Iłłakowiczówny pt. „Msza maryjna na Matkę Boską Zielną”:

Po co te wiązanki i wianki
z mięty, wrotyczu, rumianku?
Niesiemy je na znak hołdu
Maryi Pannie przed ołtarz.
Hyzop, lawenda, jałowiec?
Wszak to potrzebne w chorobie?
Mamy je. Chcemy dziewanną
ucieszyć Maryję Pannę.
Niechaj to księża poświęcą
dzisiaj, w ten dzień Wniebowzięcia.
A tę pszenicę i jęczmień
czy także mamy poświęcić?
Proso też i mak, i żyto
na coraz większą obfitość.
Na cóż bób i rzodkiew zda się
w niebie, na rajskim popasie?
Maryi z żyta korona,
a nam - chleb zeń upieczony.
Niechaj je księża święcą
dzisiaj, w ten dzień Wniebowzięcia.

Źródło: Artykuł Józefa Szaniawskiego i Tadeusza Mędzelowskiego, Tarnowski Kurier Kulturalny

Fot. tapetus.pl, iceis.pl, kwiatki.org

Agnieszka Małecka


[1] Hanna Szymanderska, Polskie Tradycje Świąteczne, Warszawa 2003, s. 299.

[2] Hanna Szymanderska, Polskie Tradycje Świąteczne, Warszawa 2003, s. 303

Więcej…

Koncert Tomasza Wolaka i jego muzycznych przyjaciół będzie główną atrakcją Pikniku Familijnego „Biesiadne lato”, na który już w najbliższy czwartek (15 sierpnia 2013 roku) zapraszają Radny Miasta Nowego Sącza Antoni Rączkowski oraz Osiedle Westerplatte. Początek o godzinie 17:00 w Miasteczku Rowerowym przy ul. Nadbrzeżnej 26 w Nowym Sączu.

 W ramach imprezy zaplanowano również inne atrakcje takie jak: pokazy umiejętności i sprawności strażaków, pokazy wojskowe - wykonają je członkowie Stowarzyszenia Sądeckiego Airsoft, symulator zderzeń przygotowany przez Miejski Ośrodek Ruchu Drogowego, koncert Wiktorii Tracz a także zabawy i konkury dla całej rodziny.

Tomasz Wolak wraz ze swym zespołem „Tomasz Wolak Rock Band” wprowadzi zebranych w dobrą atmosferę i pozytywny nastrój za sprawą rockowych rytmów.

 - Zagramy utwory z naszego repertuaru i światowego rocka ale nie będę zdradzać, co konkretnie usłyszą zebrani, aby była niespodzianka. Na basie zagra zdolny basista Jakub Kotarba, nauczyciel języka angielskiego z Zespołu Szkół Ekonomicznych, oprócz mnie śpiewać będzie oczywiście nasza energetyczna wokalistka Mariola Szczypta obdarzona mocnym rockowym głosem – mówi lider zespołu, Tomasz Wolak. – Na gitarze zagra Bogumił Zieliński, syn Jacka Zielińskiego ze Skaldów. Przy perkusji zasiądzie Witold Kierzkowski - uznany polski perkusista, grał w pierwszym składzie legendarnej grupy blues rockowej „Krzak”, z Urszulą Sipińską, Skaldami. Występował także z takimi gwiazdami jak Czesław Niemen, Michał Urbaniak czy Waldemar Kocoń w Stanach Zjednoczonych – zachwala Tomasz. 

Witold Kierzkowski od kilku lat gra w zespole „Tomasz Wolak Rock Band”. Warto dodać, że sam Tomasz występował jako pianista z Łucją Prus, Ireną Jarocką i innymi gwiazdami polskiej muzyki rozrywkowej. Prowadził audycje o polskiej muzyce rockowej i rozrywkowej w I i III Programie Polskiego Radia w Warszawie. W ogóle jest znawcą polskiej muzyki rozrywkowej lat 50. 60. i 70., często występuje jako klawiszowiec i pianista w Polsce i na Słowacji.

Tomek dodaje jednak, że zespół „Tomasz Wolak Rock Band” to jego prawdziwe oczko w głowie. Zapowiada się emocjonująco i bardzo rockowo, jak na wszystkich koncertach zespołu Tomasz Wolak Rock Band.

 W razie deszczu, koncert odbędzie w Karczmie Miasteczka Rowerowego. Patronat honorowy nad Piknikiem w Miasteczku Rowerowym objął Prezydent Miasta Nowego Sącza Ryszard Nowak.

Agnieszka Małecka

 

 

Więcej…

Przez dwa dni (3-4 sierpnia 2013 roku) na ziemi sądeckiej odbywał się V Zlot Zabytkowych Pojazdów organizowany przez Muzeum Okręgowe w Nowym Sączu. Deptak słonecznej Krynicy – Zdrój oraz Miasteczko Galicyjskie, ulice i nowosądecki rynek po raz kolejny były świadkami zjazdu samochodów z dawnych lat. Tym razem zaprezentowało się około 60 załóg z różnych miast, takich jak Limanowa, Kraków, Warszawa oraz Tarnów. Właściciele zabytkowych pojazdów przybyli też z Niemiec i Austrii.

O Zlocie informowaliśmy http://www.planty.pl/index.php?option=com_k2&view=item&id=871:v-zlot-zabytkowych-pojazdów&Itemid=3

Można było przyjrzeć się takim samochodom jak jaguary, stare fordy, mercedesy, volkswageny czy też rolls-royce’y. Nie zabrakło także starych poczciwych fiatów. Gratką, szczególne dla panów, na pewno był mercedes W108 z 1968 roku. Wystawcy to prawdziwi pasjonaci motoryzacji. Z Tarnowa przyjechał Krzysztof Matyjewicz, który prezentował Packarda z 1950 roku.

Niestety, nie można było usiąść za kierownicą rzeczonych aut. Była za to okazja do przejażdżki w stylu retro w charakterze pasażera. Zlotom Zabytkowych Pojazdów towarzyszy co roku akcja dobroczynna. Każdy, kto przeznaczył na rzecz Fundacji „Małopolskie Serce” artykuły papiernicze, szkolne czy słodycze, mógł przejechać się wehikułem czasu, gdyż bez wątpienia właśnie tak można nazwać zabytkowe samochody, którymi zapełnił się deptak w Krynicy-Zdroju oraz sądecki rynek. Niejednemu przechodniowi, kuracjuszowi czy turyście z pewnością zakręciła się w oku łza na wspomnienie lat spędzonych za kierownicą chociażby syreny, warszawy, czy też fiata 125P. Niezwykle rzadko, aczkolwiek zdarza się jeszcze ujrzeć właśnie taki oto pojazd na polskich drogach. Już niedługo będzie to, o ile już nie jest, swoisty relikt przeszłości.

 Aż wręcz prosi się powiedzieć za Urszulą Sipińską, która śpiewała niegdyś: (…) To był świat w zupełnie starym stylu, to był świat zza szyb automobilu (…) Takie właśnie automobile i nie tylko podziwiali mieszkańcy Sądecczyzny oraz okolic w miniony weekend. Uroczyste zakończenie zjazdu nastąpiło ok. godz. 17.30 na sądeckim rynku, kiedy to wystawcy samochodów żegnali się, by odjechać swymi skarbami w siną dal.  

Przy okazji pojazdów retro, nie sposób nie wspomnieć o atrakcji, która być może już niedługo na stałe wpisze się w krajobraz Nowego Sącza. Mowa to u tramwaju konnym. Jego producentem jest Andrzej Woda z miejscowości Jelna, renowator i twórca pojazdów konnych. Ów omnibus konny, bo tak również można nazywa się rzeczony pojazd, w zamiarze dyrekcji Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu, będzie kursował między Rynkiem i starówką a Miasteczkiem Galicyjskim przy ul. Lwowskiej 226.

Pojazd na drewnianych kołach ma zapewniać 20 miejsc siedzących a także miejsca stojące. Tramwaj konny, jak sama nazwa wskazuje, będzie prowadziła para koni.

Powóz, zatrzymujący się na przystankach MPK, w okresie od wiosny do jesieni ma mknąć od Rynku ulicą Lwowską ku, słynnemu już na całą Małopolskę, Miasteczku Galicyjskiemu, prezentującemu urokliwe piękno miasteczek galicyjskich. Czy podróżowanie owym omnibusem spotka się z aprobatą zarówno Sądeczan jak i turystów z okolic Małopolski? Czas pokaże. Póki co, w ramach przetestowania nowej atrakcji wśród mieszkańców regionu,  przejazdy będą organizowane przy okazji większych imprez kulturalnych i historycznych w Miasteczku Galicyjskim.

Tymczasem do zobaczenia za rok na VI Zlocie Zabytkowych Pojazdów.

Agnieszka Małecka

Więcej…

Obecna w ponad 107 krajach świata. Liczy około 50 tys. członków. Największa studencka organizacja non-profit. Udział w niej gwarantuje rozwinięcie przedsiębiorczości, umiejętności aktywnego uczenia się i poznawania świata, pracę w środowisku globalnym. Uczy pogłębiania wrażliwości i empatii, a także swoistej odpowiedzialności społecznej. To przygoda, spełnienie, niezastąpione doświadczenia, poznanie świata, dotknięcie innych kultur, wreszcie – kontakt z drugim człowiekiem znajdującym się gdzieś daleko za horyzontem, w innej szerokości geograficznej. Organizacja AIESEC. Jeżeli jesteś ciekawy świata, chcesz zdobywać nowe doświadczenia, poszerzać zakres swych umiejętności, czy wreszcie pomagać drugiemu człowiekowi – to jest to organizacja dla Ciebie!

Kofi A. Annan, Sekretarz Generalny Organizacji Narodów Zjednoczonych w latach 1997 – 2006 tak mówił o AIESECU: Organizacja Narodów Zjednoczonych ma styczność z marzeniami, ideałami, energią młodych mężczyzn i kobiet szczęśliwych z powodu ciągłego rozwijania środowiska i otoczenia, w którym żyją. AIESEC wspiera ten rozwój za pośrednictwem agentów pozytywnych zmian, kreowanych za pomocą edukacji, wymiany kulturowej i rozwojowi w dziedzinie społeczno-ekonomicznej i biznesowej.[1]

AIESEC – tu rządzą studenci

1948 rok, Sztokholm. To właśnie tam powstała największa organizacja skupiająca studiujących młodych ludzi z całego świata. Ludzi mądrych, ale ciągle pragnących kształcić się, poszerzać horyzonty i kształtować na nowo własne „ja”. Chcących mądrze pomagać innym, ale także zdobywać nowe doświadczenia i rozwijać osobisty potencjał. Mających dużo do zrobienia i tyleż samo do powiedzenia. Stopniowo organizacja rozrastała się, by dziś skupiać aż około 50 tys. członków. W AIESEC rządzą studenci. To oni kierują działalnością na wszystkich możliwych polach. Są odpowiedzialni za finanse i sprawy administracyjne. Przy pomocy i wsparciu uczelni, stowarzyszeń, rozmaitych instytucji a także organizacji samorządowych, podejmują się koncepcji zagranicznych wyjazdów na praktyki, do najodleglejszych nawet krajów świata. Student, który zdecyduje się na taką praktykę, zdobywa nowe, cenne doświadczenia, uczy się pracy w zespole w czasie pobytu za granicą w nowych, nie znanych dotąd warunkach, pokojowego rozwiązywania konfliktów, kształtuje pogląd na własną przyszłość oraz zdobywa przyjaciół. AIESEC promuje przedsiębiorczość, wrażliwość i otwartość kulturową, odpowiedzialność społeczną oraz krzewi w młodzieży odpowiedzialność za samych siebie i zarazem za innych. Dba, aby członkowie mieli pozytywny ogląd na rzeczywistość i tak samo oddziaływali na szeroko pojęte otoczenie. 

Organizacja swymi działaniami kreuje i aktywuje mądrych liderów, pobudzając w praktykantach cechy przywódcze, nie odznaczające się jednak jedynie bezpodstawną chęcią dominacji nad innymi. Chodzi o kształtowanie swojej osoby tak, aby być jak najlepszym i stale się doskonalić, poszerzać horyzonty i odkrywać nieznane. Tak rozumiana odpowiedzialność za swą własną rolę w budowaniu potencjału i kapitału ludzkiego, który to wszyscy tworzymy, powinna opierać się na budowaniu pozytywnych i braterskich więzi. Mądry i dobry przywódca nie pragnie władzy, by za wszelką cenę rządzić innymi. Chce jak najwięcej dawać od samego siebie dla wspólnego dobra. W myśl tej zasady wolontariusze starają się działać spójnie z korzyścią dla lokalnych społeczności i w duchu różnorodności, mając na względzie przyszłe pokolenia, które z pewnością będą korzystały z dorobku wytwarzanego obecnie. To wszak znamienna cecha – często decyzje podejmuje się w oparciu o doświadczenia innych, mądrzejszych od nas ludzi, które niejednokrotnie pełnią rolę swoistych drogowskazów w życiowych wyborach.

AIESEC przybliża świat

Poprzez praktyki zagraniczne, które są jednym z głównych celów istnienia organizacji, studenci poznają globalną rzeczywistość. Integracja europejska, otwarcie granic, międzynarodowe inicjatywy, wreszcie fakt, że żyjemy w epoce globalnej wioski, gdzie informacje są przekazywane błyskawicznie, niemalże z  prędkością światła, przemieszczanie się nie sprawia tylu trudności, co kiedyś. Wymaga to jednak determinacji, wielkiej odwagi i samozaparcia. Doskonale wie o tym Marta Rzeszut, która w Afryce spędziła trzy miesiące, właśnie z ramienia organizacji AIESEC http://portalpolski.pl/malopolskie-14/nowy-sacz-55/afryka-nauczyla-mnie-optymizmu-i-radosci-z-drobnostek-12110.text.htm.   

Szansa dla najlepszych

AIESEC daje młodym ludziom możliwość wyjazdu na zagraniczny wolontariat oraz praktyki. Studenci przebywają w tak odległych i zagranicznych krajach jak np. Meksyk, Włochy, Indonezja, Malezja, Brazylia, Chiny, Ukraina, Indie oraz kraje afrykańskie. Praktykanci przebywają za granicą najczęściej od 6 do 16 tygodni. Poprawiają swe umiejętności językowe, twórczo spędzają czas np. w szkołach lub przedszkolach z dziećmi, często opowiadają o kulturach i obyczajach z krajów, z których pochodzą. Można poznać wiele interesujących oraz ciekawych ludzi. Sprawdzić siebie w nowych, niekoniecznie zawsze sprzyjających, warunkach. Tematyka woluntarystyczna dotyczy szeroko pojętej edukacji, także w kontekście międzynarodowym, ochrony środowiska i działań ekologicznych, profilaktyki AIDS itp.

Enter Your Future - AIESEC dla młodszych kolegów

Działacze organizacji chcieli przekazywać innym swą wiedzę i doświadczenie zdobyte na zagranicznych praktykach. Dlatego w 2008 roku powołano do życia projekt pod nazwą Enter Yor Future. Studenci, którzy dobyli zagraniczne praktyki, spotykają się z uczniami szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych i prezentują ciekawostki ze świata. Projekt ten należy do edukacyjnej działalności AIESEC. Patronat nad inicjatywą objęło Ministerstwo Edukacji Narodowej. Także studenci WSB-NLU z Nowego Sącza, tak krajowi jak i zagraniczni, odwiedzali nowosądeckie szkoły. Mnóstwa ciekawych rzeczy dowiadywali się np. uczniowie uczniami ZS nr 3 im. Bolesława Barbackiego w Nowym Sączu, kiedy to w latach 2009-2011 brali udział w inspirujących spotkaniach ćwiczeniowych i wykładach.  Studenci pod kierunkiem nauczycieli anglistów mieli okazję opowiedzieć o swych przygodach, pracy, anegdotach młodszym kolegom. Prowadzili warsztaty poszerzające horyzonty myślowe i poznawcze młodych ludzi.

Enter Your Future uwrażliwia młodzież na inne kultury, pomaga uczniom w wyborze studiów, co nie zawsze jest łatwą i jednoznaczną decyzją. Sam projekt wydaje się by cenną inicjatywą poszerzającą oferty edukacyjne szkół. Niejednokrotnie napięty program nauczania nie pozwala na realizowanie dodatkowych treści na zajęciach. Tym bardziej warto otwierać się na możliwości studentów, którzy mają bardzo wiele do powiedzenia na różnych polach.

Ryszard Kapuściński, „cesarz reportażu”, w Autoportrecie podkreślał istotę empatii, szacunku oraz pokory w stosunku do miejsca, w którym przyszło nam się znaleźć. Tyczyło się co prawda pracy reporterskiej, ale przesłanie jest uniwersalne dla wszystkich podróżujących, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości: Reporter musi być nastawiony na poszukanie, badanie i odkrywanie. [2]

Pokusić się można o stwierdzenie, że podobna idea przyświeca wolontariatu AIESEC. Bez wrażliwości na odmienność, ciekawości w stosunku do tego, co nie znane, nie da się dobrze pomóc drugiej osobie, a takie jest zadanie wolontariuszy, którzy pracując na rzecz innych w obcym kraju, bez wątpienia zostawiają tam cząstkę siebie. 

Podsumowując, przygoda z AIESEC jest szansą dla każdego młodego człowieka, żądnego przygód i kontaktów z ludźmi  z całego świata, poszukującego ubogacającej wewnętrznie wiedzy, zdajającego sobie sprawę z istoty ciągłego samodoskonalenia się i pozytywnego oddziaływania na środowisko, w którym żyje i funkcjonuje na co dzień. Piękno oraz prawdę odmiennych regionów, można przenosić do lokalnych społeczności, wnosząc poznawcze wartości i umacniając pozytywne relacje z innymi ludźmi.

***

AIESEC jest największą organizacją studencką na świecie. W celu zapewnienia rozwoju przyszłych liderów, AIESEC oferuje swoim członkom doświadczenie liderskie oraz międzynarodowe w ramach praktyk zagranicznych. AIESEC jest największą organizacją studencką na świecie. Jest obecny w 107 krajach oraz zrzesza ponad 50 tys. członków. W celu zapewnienia rozwoju przyszłych liderów, AIESEC oferuje swoim członkom doświadczenie liderskie oraz międzynarodowe w ramach praktyk zagranicznych.

Komitet lokalny w Nowym Sączu mieści się w siedzibie Wyższej Szkoły Biznesu – National Louis University przy ul. Zielonej 27. Prezydentem Komitetu Lokalnego jest Tomasz Kafel.

Oficjalna strona AIESEC: http://aiesec.pl/

Projekt Enter Your Future: http://enteryourfuture.pl/

AIESEC Nowy Sącz http://www2.aiesec.org/cms/aiesec/AI/Central%20and%20Eastern%20Europe/POLAND/AIESEC%20NOWY%20SACZ/Partnerzy/

AIESEC Nowy Sącz na Facebooku: https://www.facebook.com/pages/AIESEC-Nowy-Sącz/180974691938994

Agnieszka Małecka


[1] http://www2.aiesec.org/cms/aiesec/AI/Central%20and%20Eastern%20Europe/POLAND/AIESEC%20NOWY%20SACZ/Partnerzy/

[2] R. Kapuściński, Autoportret reportera, Warszawa 2003, s. 11.

Więcej…

Słoneczny, upalny lipiec dobiega końca – wakacje w pełni. Ciepłe wolne dni warto spędzić na pieszych wędrówkach. Chodzenie po górach to świetny sposób na oderwanie się od codziennej rzeczywistości, na kontakt z przyrodą, zahartowanie ciała i ducha. Górą znaną uczestnikom szkolnych rajdów oraz rodzinnych lub przyjacielskich eskapad jest niewątpliwie Przehyba. Jak pisała niegdyś Janina Porazińska: Góry nasze, góry! Hale nasze , hale! Kto was zna tak dobrze, jako my, górale! Co prawda sądeckim lachom trochę do górali brakuje, nie zmienia to jednak faktu, że Beskid Sądecki urzeka swym pięknem o każdej porze roku.

Góra mająca wysokość 1175 m n.p.m. to jedno ze wzniesień Pasma Radziejowej, należącego do Beskidu Sądeckiego. Istnieją cztery główne szlaki, którymi podążając można dostać się na górę. Są to: żółty – ze Starego Sącza, przez Moszczenicę Wyżną na Przehybę; niebieski – Szczawnica, Przehyba, Rytro; zielony – Szczawnica, Gabańka, Przehyba, Jazowsko oraz czerwony Główny Szlak Beskidzki z Rytra do Krościenka. Można też udać się na Przehybę z Piwnicznej szlakiem żółtym w kierunku Niemcowej a potem dalej czerwonym przez Wielki Rogacz i Radziejową na szczyt Przehyby. Dla niektórych trasa z Piwnicznej może być nieco uciążliwa z uwagi na czas wędrówki – na ogół cztery i pół godziny, ale dla urokliwych widoków, jakie czekają na szczycie warto się trochę wysilić. Satysfakcja z wejścia na górę zawsze jest taka sama, a przepiękny widok rozpościerający się na horyzoncie zapiera dech w piersiach.  Zmęczeni drogą turyści i wędrowcy mogą odpocząć i zregenerować siły przed powrotem w schronisku PTTK. Obecne powstało pięćdziesiąt trzy lata temu, ale pierwsze istniało jeszcze przed wojną, od roku 1937. Przez lata przechodziło wiele zmian i innowacji. Dziś schronisko jest całorocznie otwartą placówką Oddziału PTTK. 

Turystyczna placówka Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego zachęca wysokim standardem i niewygórowanymi cenami. Góry, jakie prezentują się w widoku z okna schroniska to m.in.: masyw Jarmuta, Palenica w Małych Pieninach (gdzie znajduje się wyciąg krzesełkowy i schronisko „Groń”), a przy dobrej widoczności, kiedy nie ma zbyt zamglonego nieba, dojrzeć można szczyty w Tatrach Wysokich: Lodowy Szczyt, Mięguszowieckie Szczyty, Miedziane, Rysy a nawet oddalony Krywań.

Na poszczególnych szlakach oraz również w okolicach szczytu napotkać można sporo atrakcji krajoznawczych i historycznych. Są to np. Kamień św. Kingi pod górą Skałka w pobliżu Przehyby, skalne rumowisko na zapadlisku Wietrzne Dziury, wodospad „Sewerynówka”, drewniana, wysoka na 20 m wieża widokowa na Radziejowej, z której rozciąga się widok na okoliczne lasy i góry, pomniki historyczne, które upamiętniają walki żołnierzy partyzantów z hitlerowcami w czasie II wojny światowej; znajdują się one np. na Przehybie, Radziejowej i na Hali Koniecznej. Ciekawy i godny obejrzenia jest tez rezerwat przyrody leśnej „Baniska” na Radziejowej. Utworzono go już w 1922 roku z inicjatywy hrabiego Adama Stadnickiego z Nawojowej, posiadacza tamtejszych terenów. Rezerwat można przejść utworzoną w 2005 roku ścieżką dydaktyczno-krajoznawczą o wdzięcznej nazwie „Rogasiowy szlak”.          

Przehyba bywała miejscem pobytu różnych artystów. Górę odwiedziła Jadwiga Szayer, czyli słynna starosądecka (choć urodzona w Wadowicach) śpiewaczka operowa, znana jako Ada Sari. Ciekawostką historyczną jest też fakt, że góra pełniła funkcję miejsca, gdzie szkolenia przechodzili żołnierze partyzanci przygotowujący się do walki z wrogiem w czasach II wojny światowej. Kursy prowadził oficer Armii Krajowej Julian Zubek – Tatar, najsławniejszy partyzant Sądecczyzny. W nieco późniejszym czasie schronisko stało się bazą ówczesnych partyzantów.

Tak o Przehybie powiedział kiedyś Andrzej Matuszczyk, autor wielu przewodników turystycznych dotyczących Beskidów: „Są miejsca w Beskidach, których żaden kataklizm nie jest w stanie wymazać, nie tylko ze świadomości górskich turystów, ale i służenia im gościnnością, noclegiem, posiłkiem. Bez wątpienia należy do nich Przehyba”. 

W ten sposób z kolei w Przewodniku po Beskidzie Zachodnim pisał profesor Kazimierz Sosnowski, autor licznych przewodników, założyciel schronisk a przede wszystkim działacz i propagator pieszej turystyki i twórca szlaków: „Najulubieńszym punktem wycieczkowym i jednym z najlepszych miejsc widokowych w paśmie Radziejowej jest hala Prehyba. Zalega ona prawie sam środek tego pasma między wierchem Radziejowej a Szczawnicką halą; ujęta w ramy lasów świerkowych, rządowych gabońskich od północy, szczawnickich od południa…”

Góra pojawia się też w słynnej „powtórce z geografii” Jana Pawła II, którą to przedstawił w trakcie pielgrzymki do Starego Sącza w 1999 roku. Ojciec Święty górę nazywał zawsze Prehyba: „Jesteśmy tu, w Starym Sączu. Stąd wyruszamy ku Dzwonkówce, Wielkiej Radziejowej, na Prehybę, dochodzimy do Wielkiej Raczy. Wracamy na Prehybę i schodzimy albo zjeżdżamy na nartach z Prehyby do Szlachtowej i do Krościenka. W Krościenku na Kopiej Górce jest Centrum Oazy. W Krościenku przekraczamy Dunajec, który płynie razem z Popradem w kierunku Sącza Nowego i Starego, i jesteśmy w Sączu z powrotem. A kiedy na Dunajcu jest wysoka woda, to można w pięć, sześć godzin przepłynąć od Nowego Targu do Nowego Sącza”.

Góra Przehyba, jak i sam Beskid Sądecki, z pasmem Radziejowej i Jaworzyny Krynickiej, od lat urzekały swym pięknem i przyciągały w swe strony wielu ludzi. Tak jest do dziś. Turyści cały rok zachwycają się niezwykłym klimatem całych Beskidów, oczywiście razem ze słynną Przehybą.

Agnieszka Małecka
 

Więcej…

Mowa o administracji publicznej. Bez niej nowocześnie zarządzane państwo nie może konstruktywnie funkcjonować dla dobra ogółu społeczeństwa. Od września pojawia się w Nowym Sączu perspektywa studiowania administracji publicznej w jednej z uczelni. Zalety i rys historyczny tegoż kierunku przybliża dr Marcin Poręba, Dyrektor Instytutu Studiów Politycznych Wyższej Szkoły Biznesu – NLU w Nowym Sączu.

O nowo uruchamianym kierunku informowaliśmy:

http://www.planty.pl/index.php?option=com_k2&view=item&id=847:administracja-publiczna-nowym-kierunkiem-w-wsb-nlu&Itemid=6

Agnieszka Małecka: Obecnie zauważamy zapotrzebowanie na kierunek, jakim jest administracja publiczna.  Wielu samorządowców dokształca się właśnie na kierunkach związanych z administracją…

Marcin Poręba: Po raz pierwszy pojęcia „administracja publiczna” (public administration) użył młody profesor Woodrow Wilson w 1887 r., długo zanim został prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki. Użył on tego zwrotu, aby opisać prowadzenie spraw publicznych: „przepisy prawa, nie wdrażają się same, ktoś musi spowodować, żeby zostały wdrożone”. O administracji zatem można myśleć jako o jednym z głównych odkryć i narzędzi, za pomocą których ludzie cywilizowani w różnych społecznościach próbują kontrolować swoją kulturę,  i poprzez które jednocześnie próbują osiągnąć, zgodnie ze swoim rozumem i wiedzą, cele stabilności i zmian. Biorąc pod uwagę powyższe uwarunkowania kierunek studiów Administracja winien przygotowywać absolwentów, którzy będą mogli sprostać  przedstawionym zadaniom.

AM: Sama administracja ma długą historię. Jej początki sięgają bowiem czasów starożytności.

MP: Tak. Termin „administracja” narodził się w starożytnym Rzymie, a w żywych językach europejskich występuje od średniowiecza.  Od dawna miał on – i ma obecnie – różne znaczenia, choć wszystkie one pozostają w związku z jego źródłosłowem, tj. połączeniem łacińskiego czasownika:  ministrare – służyć z umacniającym element służebności czy charakteru wykonawczego przedrostkiem ad. Administrare – mogło znaczyć obsługiwać, a z biegiem czasu także zarządzać, a nawet kierować, lecz nigdy nie – rządzić – gubernare – podejmować rozstrzygnięcia w istotnych sprawach. Administracja ma zatem pewien charakter obsługowy, organizatorski, wykonawczy czy tez operacyjny, służąc określonemu czynnikowi decyzyjnemu – czynnikowi politycznemu w najszerszym znaczeniu tego terminu.

AM: Dobre administrowanie ostatnio coraz częściej wiąże się z tzw. nowym zarządzaniem publicznym…

MP:  Otóż to. Dążność do wdrażania koncepcji zarządzania w sektorze publicznym wynika z chęci wykorzystania dobrych rozwiązań i doświadczeń sektora prywatnego w osiąganiu wysokiej efektywności, także na gruncie sektora publicznego. I właśnie przeniesienie z sektora prywatnego najważniejszych mechanizmów – zarządzania i rynku na obszar sektora publicznego doprowadziło do stworzenia modelu zwanego Nowym Zarządzaniem Publicznym (New Public Management). Głównym elementem stało się nastawienie na realizację celów i osiąganie rezultatów. Stąd dobre, nowoczesne administrowanie publiczne, o którym Pani wspomniała,  różni się od modelu tradycyjnego tym, że dotychczasową „kulturę stosowania przepisów” uzupełnia się o „kulturę osiągania rezultatów” i w tym duchu kształtować będziemy naszych studentów.

AM: Administracja jest niezbędna w dzisiejszym społeczeństwie. Często urzędnicy bywają uciążliwi, jednak kiedy są dobrze przygotowani do pełnienia swych obowiązków – wręcz przeciwnie, mogą pomóc.

MP: Skuteczne zarządzanie sprawami publicznymi we współczesnym państwie wymaga dobrze funkcjonującej administracji publicznej. Dobrze przygotowana, profesjonalna i oddana służba publiczna jest w stanie zapewnić wysoką jakość realizowanych usług publicznych. Dlatego oprócz skuteczności, efektywności oraz dążenia do osiągania celów ważnym atrybutem nowoczesnej administracji publicznej jest profesjonalizm funkcjonariuszy publicznych. Tylko odpowiednio przeprowadzona rekrutacja oraz zapewnienie wysokich standardów będzie w stanie przyciągnąć i zatrzymać u siebie do pracy „najlepszych i najzdolniejszych” członków społeczeństwa. W niektórych państwach, np. we Francji, sektor publiczny jest preferowanym miejscem przez wielu utalentowanych obywateli, chcących chociażby rozpocząć tam swoją karierę zawodową; istotnie,  elita wywodząca się z sektora publicznego uchodzi za uniwersalną elitę dla całego społeczeństwa.

AM: Z jakimi przedmiotami i treściami będą zapoznawani absolwenci, jeżeli podejmą kształcenie na kierunku administracja publiczna?

MP: Administracja publiczna w Polsce pojmowana jest tradycyjnie jako dyscyplina prawnicza. Obecnie, w coraz większym stopniu staje się ona dziedziną ważną dla ekonomistów i rozwijaną na uczelniach ekonomicznych. Ważnym punktem odniesienia są nauki o polityce, gdyż administracja publiczna jest ściśle związana  z systemem politycznym współczesnego państwa. I tak nie tracąc na znaczeniu w procesie kształcenia kadr urzędniczych to zarówno zarządzanie, politologia, psychologia, informatyka, kierunki realizowane w sądeckiej WSB-NLU, stają się niezbędnym elementem kształcenia kadry menedżerskiej w polskiej administracji publicznej. Do sektora publicznego, o czym wspomniałem, przenikają wzorce i rozwiązania wypracowane w biznesie, ale poddawane są one adaptacjom wynikającym ze specyficznych funkcji organizacji publicznych nastawionych na tworzenie dóbr publicznych a nie czysto rynkowych. Myślenie i działanie menedżerskie, uwzględniające rachunek ekonomiczny i wymogi efektywności ekonomicznej, respektujące niektóre aspekty konkurencji i rynkowego wyboru, wprowadzane jest w działalność nie tylko korporacji czy przedsiębiorstw publicznych, ale także, a może przede wszystkim urzędów gmin, szkół, szpitali czy różnego rodzaju rządowych lub samorządowych instytucji.

AM: W ramach administracji zostanie uruchomiona specjalizacja Administracja Samorządowa. To z pewnością będzie przydatne dla sektora urzędów gmin, powiatów itd.

MP:  Niewiele jest już takich dziedzin ludzkiej działalności, w których technologia miałaby tak niewielkie znaczenie, a  kapitał ludzki tak decydujące, jak rządzenie i administracja. Stąd wartość kapitału ludzkiego jest dla administracji szczególnie istotna. Wiadomym jest, iż praca urzędnika wymaga coraz lepszego wykształcenia, przygotowania zawodowego, w dobie globalizacji znajomości licznych języków obcych, doświadczenia multidyscyplinarnego i wielu osobistych umiejętności – niewspółmiernych do tych, których wymaga się od wielu bardziej prestiżowych zawodów. Praca w administracji publicznej czy służba w administracji publicznej jest bowiem czymś odmiennym od zwykłej, świadczonej w dowolnym przedsiębiorstwie pracy. Urzędnik jest dla współobywatela niejako „twarzą” państwa, regionu, powiatu, gminy. Jest reprezentacją władztwa jednostki administracyjnej. Jest przez to także automatycznie członkiem tych elit, od których ludzie spodziewają się elitarnej moralności. Dlatego uruchamiamy specjalność Administracja samorządowa, gdyż każdy z nas, Pani, ja, żyjemy w naszej społeczności lokalnej i od naszych urzędników oczekujemy świadczenia wysokiej jakości usług publicznych przede wszystkim tu gdzie mieszkamy, gdzie żyjemy. I jeżeli WSB-NLU na kierunku administracja publiczna przyczyni się do „oszlifowania diamentów” kadry urzędniczej naszego regionu, to każdy mieszkaniec Sądecczyzny odczuje wartość działań dzisiaj podejmowanych.

AM: Wyższe wykształcenie jest także przydatne w sferach takich jak policja, straż pożarna itp.

MP: Jak najbardziej. Absolwenci będą przygotowani do podjęcia zatrudnienia, w tym zajmowania stanowisk kierowniczych średniego szczebla w różnorodnych jednostkach i sferach aktywności: administracja publiczna (służba cywilna, jednostki samorządu terytorialnego, agencje rządowe, służby resortowe: Policja, Straż Graniczna, Państwowa Straż Pożarna, Siły Zbrojne RP);  skarbowa (Izby i Urzędy Skarbowe); celna (Izby i Urzędy Celne); gospodarcza (podmioty gospodarcze w sektorze publicznym i prywatnym); społeczna (podmioty działalności leczniczej, oświatowej, kultury, zabytków, instytucji pozarządowych); wymiaru sprawiedliwości; jednostki kontroli administracji (NIK oraz RIO); instytucje unijne czy wreszcie administracja w kancelariach zawodów zaufania publicznego etc, etc. We wszystkich wspomnianych sferach z powodzeniem odnajdą się nasi absolwenci. Będą umieli stawić czoła problemom związanym z pracą na rzecz społeczeństwa. 

AM: Dziękuję za rozmowę.

***

Dr Marcin Poręba - politolog, specjalista w zakresie stosunków międzynarodowych, bezpieczeństwa narodowego, administracji publicznej oraz audytu wewnętrznego. Absolwent Akademii Pedagogicznej im. KEN w Krakowie oraz Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Doktorat, „Uwarunkowania i kierunki polityki zagranicznej Republiki Słowackiej” (promotor prof. Czesław Maj) obroniony na Wydziale Politologii UMCS w 2008 r. Do 2011 r. służył w Karpackim Oddziale Straży Granicznej w Nowym Sączu na stanowisku Naczelnika Wydziału Finansów w stopniu majora Straży Granicznej. Zajęcia w WSB-NLU prowadzi od lutego 2009, od października 2009 r. jest adiunktem - kierownikiem Zakładu Stosunków Międzynarodowych i Bezpieczeństwa Narodowego, od lipca 2011 r. Prodziekanem ds. programowych Wydziału Studiów Politycznych. Od kwietnia 2012 pełnił obowiązki Dziekana Wydziału Studiów Politycznych, od września 2012 jest Prodziekanem Wydziału Nauk Społecznych i Informatyki, Dyrektorem Instytutu Studiów Politycznych.

Rozmawiała: Agnieszka Małecka

Więcej…

„Mniejszości religijne w Polsce po 1989 roku w ujęciu filozofii polityki” – tak brzmi tytuł pozycji, która niedawno ukazała się na rynku wydawniczym, a której autorem jest dr Tadeusz Mędzelowski,  Kierownik Zakładu Teorii Polityki Instytutu Studiów Politycznych Wyższej Szkoły Biznesu – National Louis University w Nowym Sączu. Z tejże okazji rozmawiam z Doktorem o problematyce wyznaniowej w naszym społeczeństwie.

Agnieszka Małecka: Panie Doktorze, mniejszości religijne to raczej temat na czasie, jeśli wziąć pod uwagę liczbę aż 158 Kościołów i Związków Wyznaniowych oficjalnie zarejestrowanych w Polsce?

Tadeusz Mędzelowski: Jak najbardziej jest to temat na czasie i powinien być podnoszony jak najczęściej w dyskursie publicznym, bowiem wiedza na ten temat wciąż jest znikoma wśród naszego społeczeństwa. Żyjemy w państwie demokratycznym, gdzie wszystkie Kościoły i Związki Wyznaniowe winny mieć takie same uprawnienia, być równe wobec prawa, a zatem ich przedstawiciele również. Niezależnie od tego, czy ktoś jest członkiem Kościoła Rzymskokatolickiego - katolikiem, członkiem Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego – Adwentystą, czy członkiem wyznania związanego z kulturą inną aniżeli nasza, powinien mieć te same prawa. Powinien równocześnie mieć jednakowy dostęp zarówno do mediów jak i do informacji o swoim Kościele czy Związku Wyznaniowym, do którego przynależność deklaruje. 

AM: Jako znawca i pasjonat tematu, spotyka się Pan w życiu codziennym z przejawami nietolerancji wobec innych Kościołów i Związków Wyznaniowych oraz ich wyznawców?

TM: No właśnie, z tą kwestią mamy duży problem, ponieważ w Polsce pokutuje przekonanie, iż ktoś, kto myśli inaczej niż my, od razu jest „sekciarzem”. Natomiast jeżeli jakieś wyznanie jest zapisane, zarejestrowane zgodnie z obowiązującym prawem, a więc działa legalnie, to powinniśmy używać nazwy takiej, jaka jest mu należna i nie powinniśmy traktować tego wyznania jako sektę. Musimy zauważyć, że samo słowo sekta korzy się  bardzo pejoratywnie. Na bazie niewiedzy bowiem i wynikających z niej uprzedzeń, poszczególne Kościoły i Związki Wyznaniowe wpisane do Rejestru Kościołów i Związków Wyznaniowych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji traktowane są właśnie jako sekty.

AM: Jak zatem edukować społeczeństwo, tym samym pokazywać, że „innowiercy” to ludzie tacy jak i my, tylko mający odmienną wizję wiary, co należałoby zaakceptować, żyjąc w wolnym państwie? Często przecież mniejszości religijne głoszą wartości pozytywne.

TM: Sprawa wygląda następująco: najłatwiej jest mówić o kimś, kogo się nigdy nie widziało na oczy, że należy do sekty, prawda?

AM: Bywa tak niejednokrotnie.

TM: Otóż to. Ja uważam, że należy tych ludzi traktować normalnie. Jeżeli nie zgadzamy się z poglądami głoszonymi przez poszczególne Kościoły i Związki Wyznaniowe, powinniśmy swoje racje udowadniać kulturalnie, polemizować, dyskutować na poszczególne tematy. Niekoniecznie musimy mieć takie samo zdanie, jak ktoś z kim dyskutujemy, chociażby na polu wyznaniowym czy światopoglądowym. Należy wysłuchiwać argumentów osób o odmiennej opinii aniżeli nasza, nie rezygnując jednocześnie ze swego własnego stanowiska. Nie jest to proste, aczkolwiek wszyscy powinniśmy się tego ciągle uczyć. Zdanie można wyrobić sobie po zapoznaniu się z różnymi koncepcjami poglądu na świat. Osobiście cieszę się z tego, że coraz częściej ludzie, także z wyższym wykształceniem, zdobywają wiedzę na temat różnorodności wyznaniowej w Polsce, ponieważ to właśnie ludzie wykształceni powinni być nośnikiem wiedzy na temat Kościołów i Związków Wyznaniowych. Oni winni także obalać mity, że osoby myślące inaczej, to nie są żadne tzw. „czarne owce” czy osoby, które szerzą zło bądź prowadzą do jakiejś destrukcji. Wręcz przeciwnie. Są to osoby aprobujące tolerancję, same będące osobami tolerancyjnymi, to ludzie, których wartości moralne niejednokrotnie są na wyższym poziomie, niż wartości przedstawicieli kościołów większościowych. Zdarzają się jednak, jak wszędzie, wyjątki. To oczywiste. 

AM: Co sądzi Pan o ekumenizmie w Polsce, bądź co bądź pięknej idei? Wydaje się, że nie jest to obecnie realna wartość, lecz raczej utopia…

TM: Jeżeli byśmy dziś stanęli na gruncie polskim, z moich ponad trzydziestoletnich obserwacji wynika, że jest to w tej chwili utopia. Założenia samego ruchu ekumenicznego są jak najbardziej wzniosłe. Cieszę się, iż wyznania działające w Polskiej Radzie Ekumenicznej[1] i sympatyzujące z Polską Radą Ekumeniczną, dochodzą do pewnych porozumień. Jeżeli tak wypracowany konsensus ma pomóc nawet kilku osobom, to już jest jakaś wartość, którą na drodze działalności ekumenicznej uzyskaliśmy. Proszę jednak popatrzeć, jak to się w Polsce dzieje. W naszym kraju mówimy o ekumenizmie jedynie w styczniu, a to za sprawą  Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan. To jest niemalże wszystko. Gdy mija ten tydzień, zapomina się o idei ekumenizmu. Są jeszcze dni zbliżenia pomiędzy Kościołem Rzymskokatolickim a judaizmem. To też tylko de facto kończy się na mówieniu czy modlitwach. Z ramienia Polskiej Rady Ekumenicznej opracowuje się różnego rodzaju zadania, które winny być realizowane. Tak naprawdę jednak i tak każdy stoi na swoim stanowisku. Polska Rada Ekumeniczna ma bardzo dobre założenia, jest ciałem, które zbliża Kościoły i Związki Wyznaniowe. Prawdą jest, że dzięki niej i Tygodniowi o Jedność Chrześcijan, różne wyznawania jeśli nie zbliżają się do siebie, to poznają się nawzajem a to jest bardzo cenne. Jednak jeżeli Pani pyta mnie o ekumenizm dzisiaj, na dzień w którym rozmawiamy, jest to ewidentnie utopia, gdyż nie dojdzie do definitywnego zjednoczenia Kościołów i Związków Wyznaniowych. Nie ma takiej możliwości. Tym niemniej jednak chylę czoła przed Polską Radą Ekumeniczną i jej założeniami. Mamy co prawda takie wyznania, które nawet nie chcą słyszeć o takim tworze, jak Polska Rada Ekumeniczna, czy samych ideach ekumenicznych. Jednak im również należy się szacunek, tak jak wszystkim Kościołom i Związkom Wyznaniowym.

AM: Dlatego też wciąż słyszymy tak pejoratywne określenia jak „kocia wiara”, czy „kociarze” w odniesieniu do Świadków Jehowy czy też innych mniejszości religijnych.

TM: No właśnie. Mówi się o kociej wierze. W Kościele Rzymskokatolickim kot od zawsze bardzo źle się kojarzył. Dziś już nie ma może tak negatywnych konotacji, jak w zamierzchłych czasach, ale jednak określenie „kocia wiara” pozostało.  Jeszcze nie tak dawno, podczas obrzędów wielkanocnych, był wieszany w dół z wieży kościelnej, aby wypędzić rzekomego diabła, mówiono, że to właśnie w kocim ogonie, szczególnie czarnym, zamieszkał szatan. Dlatego też obcinano kotom ogony. Ponieważ kot się źle kojarzył, mieszkał w nim diabeł, mówiąc „kocia wiara”, insynuujemy jakoby inne wyznania były diabelskimi, co jest absurdalne. Dlatego uważam, że należy dbać o język we wzajemnych relacjach i uważać na to, co i jak się mówi, aby nikogo nie urazić. Nic tak nie rani bowiem, jak słowo. Słowo złośliwe, obraźliwe naprawdę potrafi mocno zranić. Znam przedstawicieli niemal wszystkich Kościołów i Związków Wyznaniowych w Polsce. Mówiąc znam, mam na myśli, że miałem z nimi kontakt, już parę ładnych lat temu.  Nie widziałem absolutnie wśród tych wyznawców ludzi, którzy byliby agresywnie nastawieni. Mówię o tych spisanych do Rejestru MSWiA. Podkreślam, wiem to z własnej autopsji. Zbliżać może dialog, rozmowa, próba zrozumienia. Szalenie istotny jest przekaz medialny. Miarą tolerancji tak naprawdę jest tolerancja telewizyjna. Jeżeli pokazywalibyśmy Kościoły i Związki Wyznaniowe, ich doktryny, obrzędy, zwyczaje, ewentualne liturgie, jeżeli takowe dane wyznanie dopuszcza, to sytuacja wyglądałaby inaczej. A obecnie? Sekta i kociarze. Zresztą samych określeń sekta jest bardzo wiele. Pojęcie sekta ma w polskim społeczeństwie negatywne konotacje i dlatego nie powinniśmy nikogo traktować jako sekciarza, kociarza, powinniśmy traktować go normalnie, po ludzku, jak przyjaciela i brata.

AM: Organizuje Pan konferencje związane z różnorodnością światopoglądową, wyznaniową i nie tylko. Biorą w nich też udział przedstawiciele Kościoła Rzymskokatolickiego. Jak postulaty omawiane podczas tychże dyskusji przez naukowców czy różnych wyznawców realizowane są w praktyce?

TM: Zauważam w praktyce poprawę podejścia do różnorodności wyznaniowej poprzez podnoszenie świadomości ludzi młodych, zwłaszcza dobrze wykształconych. Nic tak nie ma przełożenia na całe społeczeństwo jak wiedza o czymś. Przecież musimy sobie jasno powiedzieć, że człowiek z wykształceniem podstawowym, zawodowym czy nawet w niektórych przypadkach średnim ma blade pojęcie o Kościołach i Związkach Wyznaniowych w Polsce, co oczywiście nie jest jego winą. To jest też kwestia rzetelnej informacji. Przekaz medialny na tematy wyznaniowe jest marny, zatem świadomość społeczeństwa jest taka sama. Jeżeli się poświęca wyznaniom innym, aniżeli Kościół Rzymskokatolicki, minimalną liczbę czasu czy miejsca, w prasie, w radiu, czy telewizji, no to wiedza jest znikoma. Za tym idzie złe podejście ludzi do tego tematu, bo nietolerancja wynika z niewiedzy.  

AM: Zatem zmierzamy do zmiany mentalności Polaków.

TM: Tak jest! Jeżeli to się nie zmieni, nadal będzie ciężko innym wyznaniom. Ale to się zmienia. Powodują to procesy migracyjne, przyjazdy. Nasze społeczeństwo widzi, że poza granicami naszego kraju działają inne związki wyznaniowe, nie tylko w sferze duchowej czy w sferze działalności społecznej, kulturalnej, charytatywnej itp. Mentalność zmienia się. Zmienia się jednak bardzo powoli. Polska była oraz jest i tu nie ma co owijać w bawełnę, krajem, gdzie Kościół Rzymskokatolicki ma zdecydowaną większość. Tu też trzeba powiedzieć, że i księża mają dużo do zrobienia. Wszyscy powinniśmy się traktować w świetle Ewangelii i w ogóle nauk Kościoła Rzymskokatolickiego jak bracia, zatem osoby, które osoby myślą inaczej niż my, również. Zmierzajmy do dialogu i porozumienia na różnych polach, wyznaniowym też.

AM: Dziękuję serdecznie za rozmowę.

***

Dr Tadeusz Mędzelowski – politolog, dziennikarz, kierownik Zakładu Teorii Polityki w Instytucie Studiów Politycznych WSB-NLU. Jest wiceprzewodniczącym  Pacyfistycznego  Stowarzyszenia Wolnej Myśli  oraz członkiem  Stowarzyszenia „Kuźnica” – filii w Tarnowie. Współpracuje z Uniwersytetem Warszawskim i Rzeszowskim. 

Fot. Bartosz Dębowski, własne.

Projekt okładki: Jan Stępień

Rozmawiała: Agnieszka Małecka

[1] Obecnie do Polskiej Rady Ekumenicznej Należą: Kościół Chrześcijan Baptystów w RP (od 1946 roku), Kościół Ewangelicko-Augsburski w RP (od 1942 roku), Kościół Ewangelicko-Metodystyczny w RP (od 1942 roku), Kościół Ewangelicko-Reformowany w RP (od 1942 roku), Kościół Starokatolicki Mariawitów w RP (od 1942 roku), Kościół Polskokatolicki w RP (od 1951 roku), Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny.

 

Więcej…

Spółka Miasteczko Multimedialne podpisała umowę z firmą, która zobowiązała się ukończyć budowę Parku Technologicznego MMC Brainville w Nowym Sączu.  

O sprawie już informowaliśmy:

http://portalpolski.pl/malopolskie-14/nowy-sacz-55/miasteczko-multimedialne-kiedy-nastapi-ukonczenie-budowy-13065.text.htm

http://portalpolski.pl/malopolskie-14/nowy-sacz-55/oswiadczenie-zarzadu-miasteczka-multimedialnego-13015.text.htm

Jak informują przedstawiciele Zarządu Spółki, negocjacje były trudne i skomplikowane, ale udało się podpisać umowę na  Wykonanie pozostałych do zakończenia budowy robót budowlanych w ramach zadania „Dokończenie budowy Parku Technologicznego – Miasteczko Multimedialne w Nowym Sączu” .

Generalny Wykonawca Inwestycji to Konsorcjum,  w skład którego weszli:

1. Przedsiębiorstwo Usługowo-Produkcyjnego CERBUD Sp. z o.o. w Nowym Sączu (lider konsorcjum)

2. Andrzej Pietras prowadzący działalność gospodarczą pod firmą Andrzej Pietras F.B.H. PIETRAS z Tarnowa.

- Inwestycja nie jest zagrożona, wbrew ostatnim doniesieniom medialnym – mówi Tadeusz Węgrzyński z Zarządu Miasteczka Multimedialnego.

Umowę podpisali Piotr Kulig i Andrzej Pietras z Konsorcjum oraz członkowie Zarządu Spółki Miasteczko Multimedialne w obecności władz nowosądeckiej Wyższej Szkoły Biznesu – National Louis University.

Porozumienie zawarte. Teraz wystarczy zatem czekać na uroczyste otwarcie Parku Technologicznego. Inwestycja ma być bowiem ukończona do dnia 30 listopada 2013 roku.

Źródło i fot. Miasteczko Multimedialne

Agnieszka Małecka

Więcej…


Najlepsze lokaty, kredyty, pożyczki, konta

Nawigacja

Aktualności

Kultura

IUBILAEI CANTUS 2014

IUBILAEI CANTUS 2014

Zapraszamy na XX Sądecki Festiwal Muzyczny IUBILAEI CANTUS. Podczas tegorocznej edycji wystąpią m.in. Maestro Jacek Kaspszyk, Sebastian Ryś, Marek Bracha, Katarzyna Musiał, zespół New Bone, Orkiestra Akademii Beethovenowskiej, Orkiestra Straży Granicznej, Orkiestra Musica Florea z Pragi, Szczawnicki Chór Kameralny...

Czytaj Wiecej

Sport

Tour de Pologne w Nowym Sączu

Prezydent Ryszard Nowak po raz drugi spotkał się z Czesławem Langiem- Dyrektorem Generalnym Wyścigu Tour de Pologne. Tematem rozmowy były kwestie dotyczące organizacji w Nowym Sączu jednego z etapów tego  prestiżowego wyścigu kolarskiego.   Prezydent Ryszard Nowak przyjął propozycję,...

Czytaj Wiecej

Rozmaitości

Ankieta

Jak podoba Ci się strona







Kontakt z nami

...